Numer 3 (167)/2020

Dzisiejsza opozycja w zamian za pomoc w odzyskaniu władzy zdecydowała się zapłacić niezależnością Rzeczypospolitej. Jednym słowem uznała, że to kwestia drugorzędna wobec jej politycznych ambicji. „Unia nie atakuje Polski, tylko PiS”, „opozycja z Unią bronią Polaków przed działaniami PiS” – to najnowsze wytłumaczenie, jakie większość polityków nie tylko Platformy – z Kidawą-Błońską na czele – lecz także Lewicy oraz ludowców serwuje opinii publicznej jako usprawiedliwienie swojej aktywności, skoncentrowanej na organizowaniu ataków instytucji UE na nasz kraj. Obłuda tych stwierdzeń robi wrażenie – oczywiście żadna z unijnych sił czy agend nie może atakować PiS, bo to tylko partia polityczna. Żeby jej zaszkodzić, czyli doprowadzić swoimi działaniami do zmniejszenia jej popularności...
Piotr Lisiewicz
Cienka linia pomiędzy prowadzeniem tego rodzaju politycznej gry a zdradą przekraczana jest przez opozycję za każdym razem, gdy zamiast tworzyć i popularyzować program, dzięki któremu mogłaby wygrać następne wybory, ucieka się do taktyki „zagranica”. Sam język polski nam podpowiada: zagranica, czyli przekraczamy pewną granicę. Przekraczamy ją, gdy odwołujemy się do zewnętrznych czynników, które mają zastąpić wybory w Polsce, werdykt demokratycznego, polskiego suwerena. Ci, którzy sobie tak poczynają, łamią konstytucję. Występują przeciwko jej fundamentowi, woli narodu wyrażonej w demokratycznych wyborach. Wystarczy porównać zachowanie opozycji w Polsce z zachowaniem opozycji w jakimkolwiek innym europejskim kraju. Wyobraźmy sobie polityków opozycji w Niemczech, Francji albo Holandii,...
Wystarczyła zmiana rządu, by państwo, w którym „pieniędzy nie ma i nie będzie” zmienić w państwo, które stać na kosztowne programy społeczne, zrównujące nas z rozwiniętymi krajami Europy. By zlikwidować skrajne ubóstwo i praktycznie zlikwidować bezrobocie. By roczne zyski Orlenu z poziomu 0,34 mld skoczyły do 5,7 mld zł, by LOT przynoszący wielomilionowe straty mógł kupić niemieckie konkurencyjne linie lotnicze. Wystarczyły 4 lata, by Polska, z poziomu poklepywanego po plecach unijnego popychadła, została uznana za jedno z kluczowych państw UE. Determinacja antypisu, aby zatrzymać dobrą zmianę, wydaje się nam szaleństwem, ponieważ oceniamy sytuację z punktu widzenia patriotów. Z punktu widzenia zdrajców, czyli ich prywatnych interesów, jest to działanie racjonalne. W Polsce...
Ryszard Czarnecki
Niestety, zdrada narodowa – czy to się komuś podoba, czy nie – jest pojęciem, które w Polsce ma tradycję setek lat, a nie kilku dekad komunizmu. PPR, PKWN, UB itd. narodziły się przecież z SDKPiL (Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy) i KPP. Gdy poseł Leszek Moczulski, przywódca KPN, w Sejmie I kadencji rozszyfrował skrót PZPR jako „Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji”, mówił o politycznych dzieciach i wnukach tych, którzy działali na rzecz Polski – a raczej „Polszy” – jako 17. republiki Związku Sowieckiego. A przecież zanim powstał „czerwony carat”, był „biały carat” (by użyć określenia Jana Kucharzewskiego), któremu służyli na różnych szczeblach zdrajcy, którzy szansę osobistej kariery w imperium Romanowów przedkładali nad lojalność wobec wspólnoty narodowej, z której pochodzili....
Dawid Wildstein
Platforma Obywatelska nie tylko akceptuje możliwość zdrady interesu narodowego i uznanie pierwszeństwa korzyści innych państw – ona z tego uczyniła swój główny atut. Platforma zdążyła nas już nauczyć, że nie przywiązuje zbytniej wagi do kwestii takich jak „suwerenność”, „interes narodowy” czy „polska racja stanu”. Najboleśniejszy tego przykład mieliśmy podczas tragedii smoleńskiej, gdy – w imię zachowania władzy – zgodziła się na całą grę, jaką dla Polski przyszykował wtedy Putin. Wielokrotnie pokazywała także swoją daleko idącą (delikatnie rzecz ujmując) usłużność względem Berlina, czy to podczas słynnego hołdu berlińskiego ze strony Sikorskiego, czy wtedy, gdy Kopacz gotowa była zgodzić się na każde słowo Merkel w kwestii przyjęcia emigrantów. Mogłoby się wydawać, że podane przykłady...

Pages