Szalone drony Jokera

Ścieżka dźwiękowa „Jokera” czaruje, a jednocześnie przeraża. Hildur Guðnadóttir jest czwartą kobietą w stuletniej historii Oscarów, która otrzymała główną nagrodę za najlepszą muzykę filmową.

Zdążyliśmy ochłonąć już po emocjach oscarowej nocy, warto jednak do nich powrócić, bo gdy uwaga w sposób naturalny skupiła się na kategorii głównej i nieoczekiwanym zwycięstwie filmu „Parasite”, nieco w cieniu pozostały równie emocjonujące zmagania o statuetkę za najlepszą muzykę filmową. Tym bardziej ciekawe, że do wyścigu w tej kategorii stanęli prawdziwi muzyczni giganci, na czele z oscarowym weteranem Johnem Williamsem. 

Faworytami wydawali się wielokrotnie już wcześniej nominowany Thomas Newman  za muzykę do „1917” i Alexandre Desplat, autor fenomenalnej ścieżki do filmu „Małe kobietki”. Tym razem faworyci musieli jednak obejść się smakiem, bo Akademia postanowiła również w muzycznej kategorii pójść pod prąd. Zamiast postawić na łatwe w odbiorze i chwytające za serce melodie, nagroda przypadła mało jeszcze znanej przed rokiem, islandzkiej kompozytorce i wiolonczelistce Hildur Guðnadóttir za muzykę do obrazu „Joker”. Co ciekawe, Hildur Guðnadóttir jest czwartą kobietą (i zaledwie siódmą nominowaną) w stuletniej historii Oscarów, która otrzymała statuetkę w muzycznej kategorii, co biorąc pod uwagę parytetowe zapędy filmowej branży, wydaje się nieco zaskakujące. 
Muzyka „Jokera” nie jest łatwa w odbiorze, choć znakomicie radzi sobie jako autonomiczne, niezależne od filmu dzieło. Minimalizm rozwiązań, niezwykłe wyczucie łączenia muzyki klasycznej z elektroniką i przesycone smutkiem, ciężkie, posępne drony – to cechy charakterystyczne Guðnadóttir, które wypracowała w trakcie wieloletniej współpracy z nieodżałowanym kompozytorem Jóhannem Jóhannssonem. 

Jej wiolonczela wzbogacała wiele filmowych produkcji, m.in. muzykę do serialu „W pułapce”, filmu „Sicario 2” czy „Maria Magdalena”, zawsze jednak pozostawała w cieniu...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: