Papkultura

Marcin Wolski
Walka polityczna przybiera różne kształty. W Warszawie główny atak skierował się przeciwko prezydentowi poległemu pod Smoleńskiem, przy czym na zasadzie odpowiedzialności zbiorowej skasowano również innych czcigodnych patronów dekomunizowanych ulic, wychodząc z założenia, że lepszy komunistyczny watażka niż bohaterka „Solidarności” lub też stalinowski urzędas niż bard polskiej pokojowej rewolucji. Sytuacja jest nienowa – od podobnych problemów wolni są Amerykanie, którzy konsekwentnie numerują aleje i ulice, a nie sposób spierać się o liczebniki. U nas podobny pomysł przyjął się jedynie w Aninie, który dorobił się XII ulic o nazwie Poprzeczna, ale chyba nikt nie poszedł w jego ślady. Początkowo patronami ulic bywali wyłącznie święci i ...
Marcin Wolski
Istnienie celebrytów jest stare jak ludzkość. Jedynie nazwa jest dużo młodsza. Od dawien dawna ludzie wybitni cieszyli się szacunkiem współczesnych i budzili powszechne zainteresowanie. Antyk obfitował w pomniki nie tylko wybitnych filozofów czy bohaterów, lecz także znakomitych sportowców. Jednak dopiero współczesna masowa kultura wyłoniła kategorie ludzi sławnych, dlatego że są sławni (wcześniej taki przywilej dotyczył tylko rodów panujących). Oczywiście dość długo, aby stać się ikoną popkultury, trzeba było odnieść jakiś sukces – Einstein wybił się nie tylko dzięki swoim włosom i grze na skrzypcach, wielkość Salvadora Dali nie kończyła się na jego wąsach, a przed kultem wiecznie żywego Elvisa szła jego muzyka. Jednak dopiero telewizja dała szansę praktycznie...
Marcin Wolski
Nie każdy zdaje sobie sprawę z wyjątkowości polskiego Kościoła i jego roli w naszej historii, większej niż w dziejach innych państw chrześcijańskich. Od strategicznej decyzji Mieszka I nasz Kościół stał się elementem racji stanu i czynnikiem spajającym Polaków ponad społecznymi podziałami, przynajmniej od czasu, kiedy Jakub Świnka wprowadził w Wielkopolsce obowiązek głoszenia kazań po polsku. Inny wielki kapłan epoki rozbicia z historii męczeństwa i cudownego zrośnięcia się ciała świętego Stanisława uczynił program polityczny prowadzący do odbudowy Polski zjednoczonej. Udało się, za Łokietka! Ciekawe, że dwa wielkie narody europejskie – Włosi i Niemcy – nie potrafiły zjednoczyć się w jeden organizm państwowy, ale wystarczy...
Przekrój przez afery PRL-u przypomina wycieczkę w głąb kanionu Colorado, gdzie na ścianach wąwozu widać dokładnie kolejne warstwy następujących po sobie epok geologicznych. Przypomnienie przy okazji ekstradycji Dariusza Przywieczerskiego sprawy FOZZ-u, owej „matki wszelkich afer”, zachęca do zaglądania jeszcze głębiej – do politycznego prekambru – i spytanie o rzeczywiste prapoczątki. Dość łatwo obciążyć winą uczestników i biesiad w Magdalence, i Okrągłego Stołu. Chociaż moim zdaniem jeśli miał to być wytrych otwierający Polsce drzwi do wolności, warto było zaryzykować. Rzecz w tym, że rozstrzygające o naszej przyszłości było to, co potem – co miało okazać się ważniejsze niż to, że rokowania prowadzili ze sobą tajni współpracownicy i ich...
Marcin Wolski
Na temat konfederacji targowickiej krąży u nas wiele bałamutnych opinii. Wbrew pozorem nie był to żaden tajny spisek grupy ludzi obłąkanych jakąś wizją świata w rodzaju masonerii, nie była to też grupa agentów Petersburga nasłanych na Polskę, aby ją wcielić do imperium. Konfederaci brali oczywiście forsę z zagranicy, ale raczej dla zasady niż z powodów materialnych. Ich przywódcy byli bogatsi od swych rosyjskich kolegów, nie mówiąc już o Prusakach. A zatem kim byli? We własnym mniemaniu polskimi patriotami, jak Jan Suchorzewski gotowymi poświęcić własnego syna, aby tylko nie dopuścić do uchwalenia Konstytucji 3 maja, obywatelami Rzeczypospolitej, którzy chcieli, by „było, jak było”. A było im dobrze! Silne państwo z udziałem szerszych środowisk...

Pages