Gdy befsztyk Nojiego był największym zmartwieniem Polaków

W 2014 roku do kin wszedł film Angeliny Jolie „Unbroken”, czyli „Niezłomny”. W scenie z Olimpiady w 1936 roku w Berlinie tytułowy bohater filmu, amerykański biegacz Louis Zamperini, dociera na metę za plecami olimpijczyka z Polski – Józefa Noji. Tytuł „Niezłomny” reżyserka wiązała z wojennymi losami Zamperiniego – więźnia japońskiego obozu. Ale losy biegacza Józefa Noji z Wielkopolski, który dwukrotnie odmówił podpisania volkslisty, torturowany na Pawiaku nie wydał nikogo i zginął w Auschwitz za konspirację – złapany na próbie przemycenia grypsu, z pewnością zasługiwałyby na światowy film o podobnym tytule. Gdy w 1934 roku nikomu nieznany stolarz ze wsi Pęckowo, trenujący w kole „Sokoła”, wygrał coroczny Bieg Narodowy w Poznaniu, wszyscy przecierali oczy ze zdumienia. W biegu startowała bowiem cała czołówka polskich długodystansowców. Jego wynik był tak nieprawdopodobny, że zaczęto go podejrzewać, iż… pobiegł na skróty. To nie była pierwsza anegdota na temat młodego zawodnika. Opowiadano, jak po jednym z lokalnych biegów reszta stawki dobiegła na metę z tak wielkim opóźnieniem, że zastała go… jedzącego obiad. Niebawem Noji, już jako znana wszystkim sława, pojawić miał się w dowcipie o tym, jak to Polacy zdobywają sławę: Kiepura – pyskiem Wajsówna – dyskiem Paderewski – palcami Noji – girami. Można powiedzieć, że wraz z „girami” Nojiego gwara poznańska, która dumnie tak określa nogi, weszła na salony!Trzy karczmy we wsi, a on biega Reportaż o
     
8%
pozostało do przeczytania: 92%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze