Olga Doleśniak-Harczuk

Olga Doleśniak-Harczuk
Społeczeństwa równoległe Berlina, Kolonii, Essen, zatopione w formalinie, odgrodzone szkłem słoika od kraju-żywiciela. Mała Anatolia, mały Damaszek, mały Bejrut. Niby wszystko takie małe, a jednak na tyle istotne, by frapować nie tylko speców od integracji czy tropiące sensację media, lecz także niemiecki wymiar sprawiedliwości. Klany przestępcze, mordy honorowe, raperzy flirtujący z gangsterami. Świat poza zasięgiem tubylczych władz, socjologów, psychologów, nieczuły na zachwyty religią multi kulti, zaimpregnowany na postulat „reformy islamu na wzór Lutra”. Społeczeństwo równoległe niczym sieć eksterytorialnych korytarzy przecinających Niemcy na dwa obozy. Co innego jednak nosić chustę i preferować halal, a co innego mordować i grabić, jakby państwa nie było...
Olga Doleśniak-Harczuk
„Osobiście doszłam do wniosku, że Boga nie ma. Gdyby istniał, na te ciężkie czasy zesłałby nam nową wersję Koranu i Biblii w formacie PDF i umieścił je na swojej stronie internetowej. Bóg miałby też adres mailowy, konto na Facebooku, a na Instagramie zamieszczał selfie z aniołami. Oczywiście wszystkie jego profile obserwowałyby masy internautów” – tłumaczy swój brak wiary niemiecka Turczynka, Tuba Sarica, w książce napisanej z myślą o muzułmańskich nastolatkach borykających się, tak jak do niedawna ona sama, z problemem tożsamości uwięzionej między dwiema kulturami. Tuba Sarica (31), potomkini tureckich gastarbeiterów, absolwentka germanistyki i medioznawstwa Uniwersytetu Kolońskiego, to młody głos Turków, którzy już urodzeni poza ojczyzną swoich rodziców i dziadków, przeszli...
Olga Doleśniak-Harczuk
Kac. To pierwsze słowo, jakie przyszło mi na myśl w sobotę, 8 grudnia 2018 roku po przekroczeniu progu hamburskich hal targowych. Tych samych, które od piątku gościły kilka tysięcy uczestników 31. Zjazdu Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU). Zrezygnowane twarze sympatyków Friedricha Merza, umiarkowany optymizm liberałów, fani Annegret Kramp-Karrenbauer (AKK), zwyciężczyni wczorajszych igrzysk, jacyś dziwnie przygaszeni, snujący się między salą plenarną a partyjnymi stoiskami. Zniknęły gdzieś trzy roześmiane hostessy w błękitnych garsonkach linii PAN AM, które z wdziękiem rozdawały chadekom zimne napoje, nie widać też nieszczęśnika przebranego za pluszowy znak STOPU z napisem „Soli” [podatek solidarnościowy], koniec z piernikowymi sercami zdobnymi w...
Olga Doleśniak-Harczuk
W 1998 roku Brad Pitt jako uroczo niepokojący Joe Black, ziemskie wcielenie śmierci w filmie pod tym samym tytułem, w jednej z ostatnich scen rozprawia się z oszustem o imieniu Drew, udając urzędnika kontroli skarbowej. Podatki i śmierć to podobno dwie najpewniejsze sprawy w życiu. To zdanie Joe powtarzał z nieukrywaną satysfakcją, patrząc, jak Drew myli się w zeznaniach. Szkoda, że Związek Niemieckich Podatników, którego członkowie podczas 31. Zjazdu CDU w Hamburgu rozdawali „Czarną księgę marnotrawstwa środków publicznych 2018/19” , nie pomyślał, by wciągnąć Pitta alias Blacka w swoją kampanię demaskującą trwonienie pieniędzy podatnika na absurdalne inwestycje. To by była dopiero nowa jakość w promowaniu wiedzy o ...
Olga Doleśniak-Harczuk
August Strindberg bywał czarujący i wiedział, jak obchodzić się z kobietami, lecz korzystał z tej wiedzy wyrywkowo. Ambitną Fridę Uhl w napadach szału potrafił nazwać diablicą, Harriet Bosse zamiast typowych oświadczyn usłyszała: „Czy chciałaby pani mieć ze mną małe dziecko?”, o Siri von Essen napisał: „księżniczka, z którą krew zmieszał świniopas”. 22 stycznia przypada 170. rocznica urodzin ekscentrycznego Szweda. Genialnego dramatopisarza, malarza, fotografa, amatora alchemii i ezoteryki, „chrześcijanina bezwyznaniowego”, duchowego ucznia Emanuela Swedenborga i trzykrotnie rozczarowanego męża trzech nietuzinkowych heroin. Za życia pewną chropowatość Strindberga w relacjach z kobietami przypisywano jego chorobliwej wręcz niechęci do...

Pages