Zdrada, rzecz dobra

Platforma Obywatelska nie tylko akceptuje możliwość zdrady interesu narodowego i uznanie pierwszeństwa korzyści innych państw – ona z tego uczyniła swój główny atut.

Platforma zdążyła nas już nauczyć, że nie przywiązuje zbytniej wagi do kwestii takich jak „suwerenność”, „interes narodowy” czy „polska racja stanu”. Najboleśniejszy tego przykład mieliśmy podczas tragedii smoleńskiej, gdy – w imię zachowania władzy – zgodziła się na całą grę, jaką dla Polski przyszykował wtedy Putin. Wielokrotnie pokazywała także swoją daleko idącą (delikatnie rzecz ujmując) usłużność względem Berlina, czy to podczas słynnego hołdu berlińskiego ze strony Sikorskiego, czy wtedy, gdy Kopacz gotowa była zgodzić się na każde słowo Merkel w kwestii przyjęcia emigrantów. Mogłoby się wydawać, że podane przykłady to już dużo. Mogłoby się wydawać dziwne, że jakakolwiek partia w Polsce gotowa była posunąć się tak daleko. Ale, jak to bywa w przypadku Platformy Obywatelskiej, nie wolno nie doceniać tej partii. I to, co pokazała przez ostatnie kilka lat, będąc w opozycji, udowadnia, że jest ona w stanie posunąć się dalej.

Słabsza i groźniejsza
W paradoksalny sposób okazało się, że słaba PO jest dużo bardziej niebezpieczna. Używając dość ostrego porównania – wcześniej była to po prostu grupa magnatów, którzy prywatny interes przedkładali nad dobro wspólnoty, jaką – w teorii – mieli reprezentować. W związku z tym byli gotowi zdradzić polską rację stanu. Tylko że po pierwsze za odpowiednią cenę, po drugie – chcieli zachować przy tym możliwie dużą dozę autonomii, a więc i władzy. To z konieczności (bo przecież nie z idei) powodowało, że w niektórych kwestiach potrafili być mimo wszystko asertywni – bo nie chcieli tracić wpływów, pieniędzy, pozycji. Dziś zaś mamy do czynienia nie z magnatami, a z podrzędnymi lokajami, którzy w zamian za darmową kolację zrobią, co im się każe. I, trzymając się porównania, nie obchodzi ich, czy będą zarządzać...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: