Stefan Czerniecki

Stefan Czerniecki
Ulica Felixa Huertasa. Prowadząca wprost na chiński cmentarz. Wzdłuż mało ruchliwej drogi widać pojedyncze domy. Co pewien czas wśród nich pojawi się przypominająca wenezuelskie favele zrujnowana chata z zakratowanymi oknami. Jednak w odróżnieniu od miasta Maduro tym razem nie czuję strachu. W Caracas dzielnice nędzy skupione są w zwarty, pulsujący organizm. Tutaj zaś wszystko jest przetasowane. Może przez to bardziej oswojone. Niebudzące takiej grozy i strachu. Nikt nie zwraca na mnie większej uwagi. Można spacerować dalej. Pisk opon i znów to samo. Wioząca mnie taksówka z hurgotem zatrzymuje się przed wymuszającą pierwszeństwo zdezelowaną toyotą. Stoimy zderzak w zderzak w gigantycznym korku w wąskiej manilskiej ulicy Antonio Arnaiza. Autobus pancerny Z pobliskiej pętli odjeżdża...
Stefan Czerniecki
Tej wioski nie znajdzie się na mapie Google. Nie ma jej także w żadnej znanej mi nawigacji GPS. Jest schowana przed wścibskim turystą chcącym cyknąć sobie selfie z przebranym w bambusowe wdzianko Papuasem. Znajduje się pod ochroną. I to nie byle jaką. „Wyobraź sobie, że ci ludzie w samym środku buszu wybudowali to sanktuarium” – ojciec Józek jest wyraźnie szczęśliwy. Po chwili chwyta przebiegającego obok urwisa i rozkosznie drapie go po rozwianej czuprynie. Misjonarz jest w swoim żywiole. Nam zaś pokazuje, jak bardzo podziwia tych ludzi. Na rozległym, wykarczowanym, piaszczystym placu stoi samotna świątynia. Nie jest wysoka. Białe ściany powysadzane są kamieniami, ma spadzisty dach, niewielki balkonowy taras nad głównym wejściem i ...
Stefan Czerniecki
Krokodyl różańcowy to przeszło pięciometrowej długości potwór. Lubujący się w słonej wodzie wschodniego wybrzeża Australii. Cechuje się najsilniejszym ściskiem szczęki ze wszystkich znanych żywych i wymarłych zwierząt na świecie. Na krokodyla różańcowego natknąć się można właśnie tutaj. Na najniebezpieczniejszej plaży świata. – Masz pewność, że sobie poradzisz? – od samego rana w głosie Magdy daje się wyczuć nutkę troski. I niepewności zarazem. Chyba faktycznie boi się jechać ze mną tym autem. Fakt, pierwszy raz siadam za kierownicę umieszczoną po prawej stronie samochodu. Nie mam jednak wyjścia. Pierwszy egzamin już za mną. Dojechałem pod nasz hostelowy parking z samej wypożyczalni samochodów. Nie będę ukrywał. Jestem z siebie naprawdę dumny. – Czy sobie poradzę? – odpowiadam z...
Stefan Czerniecki
Wychodzę na skąpaną w słońcu uliczkę. W powietrzu czuć suchy zapach upału. Nad miasteczkiem niebieskie niebo. Gdy zapadnie zmrok, wyziębi wszystkie zakamarki. W San Pedro de Atacama przyzwyczaili się już do skrajności. Z tego zresztą żyją. Bez tych skrajności już dawno nie mieliby za co. Dałbyś wiarę, że był czas, kiedy tą ulicą pędziliśmy bydło? – mężczyzna z czterodniowym zarostem, noszący wełnianą czapkę z wzorkiem w alpakę wskazuje ciemną dłonią na najszerszą ulicę swojej wioski. To Toconao Calle. Jedna z głównych ulic maleńkiego San Pedro de Atacama. Chilijskiego miasteczka, w którym większość ulic jest niemal identyczna. Niewprawieni przybysze mogą mieć tu problemy z orientacją. Wystarczą jednak dwa dni pobytu, aby po dwuipółtysięcznym miasteczku poruszać się jak po własnym. –...
Stefan Czerniecki
Dotarcie do tej irańskiej wioseczki to jak wkroczenie do innego świata. Z inną kulturą i obyczajami, lecz nie nieprzychylnego. Ale właśnie spojrzenie na to miejsce bez europejskich przyzwyczajeń sprawi, że być może uda się nam odkryć wyjątkowość Kandovan. Wioski położonej w górach tzw. Azerbejdżanu Wschodniego. W ciemnej izbie widać ledwo tlącą się plamkę. To dogasający płomień z grzewczej kozy. Stojący w rogu pustego pomieszczenia piec jest w tej chwili jedynym przedmiotem, który ma tak wyraźny zarys. Prócz niego widać tylko cztery gołe ściany. W przedświtowej szarzyźnie ciężko rozpoznać, co dokładnie leży na podłodze. Dopiero gdy przyzwyczai się wzrok… Oto kilka porozrzucanych toreb, dwa otwarte plecaki, poskładane w kostkę ubrania. I ...

Pages