Stefan Czerniecki

Stefan Czerniecki
Historia Dzikiego Zachodu toczy się cały czas. Nawet teraz. I nie chodzi tu wcale o kolejne wielkie ekranizacje amerykańskiego westernu. Lecz o maleńką osadę południowej Arizony. Gdzie dokładnie 137 lat temu miała miejsce najsłynniejsza dziś strzelanina Dzikiego Zachodu. To musi być gdzieś tutaj… – Krzysiek uważnie się rozgląda. Kilka minut temu wjechaliśmy do półtoratysięcznego Tombstone. Miasta, które jakby zasnęło. Do tej pory każdy wjazd z długiej i nużącej trasy po pustych preriach był niczym orzeźwiający prysznic. Po pustych, ciągnących się kilometrami trasach w amerykańskich miasteczkach zwykle jednak coś się działo. Otwarte sklepy. Mrugające banery. Spacerujący ludzie. Dzieci jedzące lody. Ślimaczący się patrol policji. Samochody szukające miejsca...
Stefan Czerniecki
Nie są fanami robiących ostatnio karierę w naszym kraju wielkich wieczorów uwielbieniowych. Nie zobaczy się ich także na katolickich spotkaniach eventowych. Ani podczas koncernów rockowych katolickich kapeli. Udać się to może na Przystanku Jezus, gdy kilkunastu mężczyzn bez ciężkiego sprzętu stawiać będzie samodzielnie gigantyczny namiot i scenę. Albo gdy jakaś uboga emerytka będzie potrzebować wózka inwalidzkiego i kilku tajemniczych, ubranych na czarno panów pewnego dnia przyjdzie z wyczekiwanym przez nią podarunkiem. Wreszcie gdy polscy mężczyźni skrzykną się na wspólne odmawianie różańca. Wtedy będą i oni. Zwykle widać ich stojących blisko ołtarza. Otaczają go szczelnym kordonem w swoich charakterystycznych czarnych szatach. – To mantulle – tłumaczy mi brat Adam, korpulentnych...
Stefan Czerniecki
Powiedzmy sobie szczerze. Takie miejsca na polskiej mapie przeoczyć bardzo łatwo. W końcu nie trąbią o nich w mediach. Nie mają swoich specjalistów od reklamy. Pozostają zwykle w cieniu innych. Dostaną się w nie tylko ci, którym naprawdę zależy. Którzy naprawdę chcą. Którzy przeczytają gdzieś choćby o takim „różańcu na wodzie”. Jedynym w całym kraju. Tak, byłem tu. Byłem…” – wyszeptał papież. Otoczony przez kilkunastu towarzyszy ruszył wzdłuż grobli w kierunku wyspy. „Jeszcze jako pielgrzym. Pamiętam, jak przypływaliśmy w to miejsce. Wiele razy. Ale jako papież jestem tu po raz pierwszy”. W tym momencie Ojciec Święty zawiesił na chwilę głos. Ciszę przecinał łagodny szum porastających wyspę trzcin. Gdzieś znad jeziora dochodziło ciche...
Stefan Czerniecki
Do Grabarki można przyjechać w sierpniu na odpust. Ale można wcześniej. Gdy jest spokojniej. Gdy lepiej słychać okoliczny sosnowy las. Gdy czuć zapach żywicy. I gdy można podejść bliżej. Choćby do tej pani siedzącej przy głównym wejściu do świątyni. – Prosimy nie robić zdjęć! Jest zakaz …Niestety. Bardzo mi przykro… – dodaje jeszcze nieśmiało. – Przepraszam. Nie wiedzieliśmy – usprawiedliwia się mężczyzna prowadzący pod rękę żonę. – Nic nie szkodzi – opatulona w czarną chustę pani podnosi wzrok znad książki. Przed chwilą kolejna para zapragnęła uwiecznić sobie na pamiątkę ikonę obrazującą przemienienie Pana Jezusa na Górze Tabor. Przedstawionego w towarzystwie Eliasza i Mojżesza. Kilkanaście minut wcześniej o podobne zdjęcie postarała się zwiedzająca...
Stefan Czerniecki
Pamiętam, gdy byłem tu tuż po wybudowaniu bazyliki. Kiedy w mediach aż szumiało od „rozrzutności” Kościoła oraz fatalnego gustu projektanta. Kiedy życzliwi i nieżyczliwi pochylali się nad komercjalizacją przestrzeni sakralnej oraz – i to chyba przede wszystkim – nad ogromem pieniędzy, które „przecież mogły zostać przeznaczone na lepsze cele”. Przyznam, że sam dałem się przekonać temu trendowi. Sam wiesz najlepiej, z czym może wiązać się nazwa Licheń. I jaka może być jego etymologia…” – ksiądz Staś zawiesza głos. Przyznam się, że do tej pory jakoś nigdy nie zastanawiałem się dłużej nad tą nazwą. Przylgnęła niegdyś do mojej świadomości jako po prostu „Licheń”. Miejsce, gdzie bywało się na szkolnej pielgrzymce. Gdy okoliczna łąka przypominała jeszcze wielki plac budowy. I gdy prowadząca...

Pages