Modlitwa więźnia

FOT. ARCHIWUM SPM, ANDRZEJ CZACHOROWSKI
FOT. ARCHIWUM SPM, ANDRZEJ CZACHOROWSKI

Już za kilka dni minie równo 40 lat od pierwszych maryjnych objawień w afrykańskiej wioseczce Kibeho. Czy po tych czterech dekadach możemy jednoznacznie stwierdzić, że pilna prośba Matki Bożej o odmawianie pewnej konkretnej modlitwy, o której ludzkość zupełnie zapomniała, została wysłuchana? I jaka jest w całej tej historii rola pewnego przedsiębiorcy z polskiego Pomorza?

Cześć, Mirku… – do celi Andrzej zostaje wpuszczony sam. Towarzyszący mu do tej pory strażnik zostaje przed drzwiami. – O, pan Andrzej! Dzień dobry! Nie spodziewałem się! – siedzący tyłem do drzwi na swojej pryczy mężczyzna odrywa na chwilę wzrok w stronę wyjścia. Widać, że jest czymś zajęty. – Wszystko dobrze? – Andrzej kładzie przyjaźnie dłoń na potężnym barku osadzonego. – Tak, w najlepszym porządku! Poczekaj chwilkę, dobrze? Skończę tylko dosztukowywać te dwa paciorki i pogadamy… – mężczyzna raz jeszcze pogrąża się w jakiejś czynności. Spuszcza wzrok. Jest skoncentrowany. Najwidoczniej nie chce zepsuć dotychczasowego efektu mozolnej pracy. Przez dłuższą chwilę w celi panuje zupełna cisza. Andrzejowi to zupełnie nie przeszkadza. Siada na skromnym drewnianym krzesełku w kącie celi, by rozejrzeć się dokoła. Nie jest tu po raz pierwszy. Zna to miejsce. W tej sytuacji, gdy jego rozmówca potrzebuje jeszcze chwili skupienia, nie ma żadnego innego pomysłu, aby zająć myśli. Spogląda więc na niewielką szafeczkę przy łóżku osadzonego. Dwie książki, gazeta. Obok długopis i jakaś zapisana

     
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze