Ewa Polak-Pałkiewicz

„Żeby być dobrym księdzem, trzeba dobrze jeść, dobrze spać i dużo się śmiać” – nieraz powtarzał o. Bernard Łubieński, redemptorysta. Sługa Boży, kandydat na ołtarze, żarliwy misjonarz, wykształcony i wyświęcony w Anglii. Był obdarzony poczuciem humoru właściwym ludziom duchowo wolnym. Był typem ascety, przez część życia z powodu paraliżu nóg przykutym do wózka inwalidzkiego, co jednak nie przeszkodziło mu w realizacji pasji życia. Było nią nawracanie ludzi, ukazywanie wspaniałości Boga. Ojciec Bernard Łubieński (1846–1933) sprowadził na powrót do Polski redemptorystów – po długiej przerwie spowodowanej wypędzeniem ich przez cesarza Austrii. Jego pradziad, generał Feliks Łubieński i minister sprawiedliwości Księstwa Warszawskiego, w 1808 roku...
12 grudnia 2019 roku, w dniu, w którym przypada wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Guadalupe, francuski ruch Renaissance catholique zainicjował akcję modlitewno- -ekspiacyjną z powodu uroczystego wprowadzenia figurki inkaskiego bóstwa Pachamamy do Bazyliki św. Piotra. Zaznaczono, że to pierwsze zatwierdzone przez Kościół objawienie Maryjne (12 grudnia 1531 roku) „oddaje ducha dzisiejszego kryzysu ewangelizacji rdzennych mieszkańców Ameryki Łacińskiej i zamieszania, jakie powstało na skutek »akceptacji« pogańskiego bóstwa przez ostatni synod”. 12 grudnia 1531 roku Matka Boża ukazała się Indianinowi Juan Diego na wzgórzu Tepeyac, gdzie wcześniej znajdowała się świątynia Tonantzin poświęcona tamtejszemu bóstwu Matce Ziemi – Coatlicue – czczonej jako bogini ziemi, życia i śmierci...
Solange Hertz, drobna kobieta o ujmującej powierzchowności, była jedną z największych w naszych czasach obrończyń rodziny. Zawsze w swoich tekstach wykazywała się żelazną konsekwencją: „Jeżeli żona – to matka; jeżeli matka – to żona” – to jej hasło. Rodzina jest potęgą, dopóki rodzice są wewnętrznie wolni – twierdziła amerykańska pisarka Solange Hertz. Rodzina bowiem jest obecnie jedynym miejscem, w którym „rzeczy warte zrobienia nadal są traktowane poważnie” – jak mawiał Chesterton. Dlatego matka może uszyć córce sukienkę, którą mogłaby kupić „w zalanym masową produkcją supermarkecie za ułamek kosztów i czasu, jakie musi poświęcić na jej wykonanie” – mówi Solange. Niepodzielni monarchowie, jakimi są w istocie rodzice, z natury rzeczy są także artystami, i uszyta w domu sukienka nie ma...
Chorobę naszych czasów można nazwać chorobą przywleczoną ze Wschodu. To nie odra, można ją jednak nazwać chorobą rosyjską. Kolejna rocznica odzyskania niepodległości, a zarazem wygrana Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych, wita nas w czasie, gdy jesteśmy w Polsce niespokojni. Można powiedzieć, że wielu z nas przyjmuje ten moment z zaczerwienionymi oczami. Nie tyle od łez wzruszenia, ile ze zmęczenia. Z upartego wypatrywania w oddali czegoś, co będzie przypominało ideał. Ideał ojczyzny, idealną Polską. I ideał Polaka. Idealnego człowieka. A tu, jak na złość, tylu wokół ludzi pokręconych, powyginanych dziwacznie. Moda na stan umysłu Choroba naszych czasów rozwija się powoli. Najpierw dzielimy ludzi z grubsza na...
Czy możemy się dziwić, że najdziwaczniejsze wierzenia i najgroźniejsze sekty głośno upominają się dziś o wolność swoich kultów i podnoszą wrzask, gdy czują, że ich praktyki mogą zostać ograniczone? Czy możemy się dziwić, że „parady równości” przemierzają ulice miast we wszystkich krajach starej Europy bez żadnych przeszkód, pod ochroną policji uzbrojonej w pałki i gaz? Mamy przecież wolność! Mamy wolność religijną! Niech katolicy uczą się, jak ona smakuje. Nie jest dobrze zwlekać w nieskończoność z komentowaniem zjawisk w Kościele, które niepokoją zarówno duchownych, jak i świeckich, a o których istnieniu nigdy się otwarcie nie mówi. Udawać, że ich nie ma. W rezultacie wywołana nimi choroba – której apogeum stanowi porzucenie...

Pages