Ewa Polak-Pałkiewicz

Chorobę naszych czasów można nazwać chorobą przywleczoną ze Wschodu. To nie odra, można ją jednak nazwać chorobą rosyjską. Kolejna rocznica odzyskania niepodległości, a zarazem wygrana Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych, wita nas w czasie, gdy jesteśmy w Polsce niespokojni. Można powiedzieć, że wielu z nas przyjmuje ten moment z zaczerwienionymi oczami. Nie tyle od łez wzruszenia, ile ze zmęczenia. Z upartego wypatrywania w oddali czegoś, co będzie przypominało ideał. Ideał ojczyzny, idealną Polską. I ideał Polaka. Idealnego człowieka. A tu, jak na złość, tylu wokół ludzi pokręconych, powyginanych dziwacznie. Moda na stan umysłu Choroba naszych czasów rozwija się powoli. Najpierw dzielimy ludzi z grubsza na...
Czy możemy się dziwić, że najdziwaczniejsze wierzenia i najgroźniejsze sekty głośno upominają się dziś o wolność swoich kultów i podnoszą wrzask, gdy czują, że ich praktyki mogą zostać ograniczone? Czy możemy się dziwić, że „parady równości” przemierzają ulice miast we wszystkich krajach starej Europy bez żadnych przeszkód, pod ochroną policji uzbrojonej w pałki i gaz? Mamy przecież wolność! Mamy wolność religijną! Niech katolicy uczą się, jak ona smakuje. Nie jest dobrze zwlekać w nieskończoność z komentowaniem zjawisk w Kościele, które niepokoją zarówno duchownych, jak i świeckich, a o których istnieniu nigdy się otwarcie nie mówi. Udawać, że ich nie ma. W rezultacie wywołana nimi choroba – której apogeum stanowi porzucenie...
Radosna drwina – tak można by określić nawoływania tych wszystkich, którzy uważają, że Polacy i Polska mogą cokolwiek osiągnąć, sytuując się poza całą naszą tradycją i kulturą. Że mogą wspiąć się na wyżyny nowoczesności, postępu, dobrobytu, zmierzać ku odegraniu jakiejś roli politycznej w świecie, odcinając się zarazem od własnej przeszłości. O znaczeniu i wymowie dat przypomina co roku tłum Polaków – przed kościołami, na ulicach, w tramwajach, autobusach, sklepach, kawiarniach. Ludzie o innych twarzach, ludzie świętujący Powstanie Warszawskie. Święto podniosłe, poważne, godne. Pomimo klęski Powstania – wielkie polskie święto. W sierpniu, który nazywany jest miesiącem Maryi. „Podstawowa lekcja Benedykta XVI  jest taka, że istnieje...
„Od czasu rozbiorów Polski Europa jest w stanie grzechu śmiertelnego” – zapisał w swoim „Dzienniku” Paul Claudel (1868–1955) pod datą 15 listopada 1908 roku. Pisarz uważał, że dopóki ten grzech nie zostanie odpokutowany, kontynent nie zazna spokoju. Wydaje się, że ten twórca lepiej rozumiał duchowy dramat współczesnych losów Europy niż niejeden Polak. Pius XII uznawał Claudela za największego pisarza chrześcijańskiej Francji. Po młodości pełnej buntu ten niezwykle płodny pisarz, autor dramatów granych na najlepszych scenach Europy, doznał nawrócenia – w dzień Bożego Narodzenia, w katedrze Notre Dame w Paryżu. Był wielkim przyjacielem Polski. Inspiracją jego najznakomitszych dzieł była miłość do córki oficera powstania styczniowego Władysława Ścibor-Rylskiego,...
Chesterton traktował Polskę jako miejsce, gdzie przechowywane są i pielęgnowane cnoty i najlepsze tradycje Europy: wolność, rycerskość, odwaga i honor. Uważał, że jej rozbiory były zbrodnią także przeciwko etosowi europejskiemu; były zwycięstwem nowoczesnego barbarzyństwa nad państwem, które za wszelką cenę pragnęło ocalić wielkość kontynentu. Wierność wierze, ustrój polityczny zbliżający się do ideału demokratycznego państwa chrześcijańskiego, w którym wszyscy są takim samym podmiotem prawa, a które to walory dostrzegał w Polsce, uznawał za znaki nadziei na ocalenie cywilizacji łacińskiej. Jednym z najciekawszych zjawisk literackiej Europy pierwszej połowy XX wieku była sympatia i admiracja, a wręcz momentami zachwyt i serdeczna...

Pages