Kiedy zwykły człowiek zaczyna czuć się niewygodnie

Czy możemy się dziwić, że najdziwaczniejsze wierzenia i najgroźniejsze sekty głośno upominają się dziś o wolność swoich kultów i podnoszą wrzask, gdy czują, że ich praktyki mogą zostać ograniczone? Czy możemy się dziwić, że „parady równości” przemierzają ulice miast we wszystkich krajach starej Europy bez żadnych przeszkód, pod ochroną policji uzbrojonej w pałki i gaz? Mamy przecież wolność! Mamy wolność religijną! Niech katolicy uczą się, jak ona smakuje. Nie jest dobrze zwlekać w nieskończoność z komentowaniem zjawisk w Kościele, które niepokoją zarówno duchownych, jak i świeckich, a o których istnieniu nigdy się otwarcie nie mówi. Udawać, że ich nie ma. W rezultacie wywołana nimi choroba – której apogeum stanowi porzucenie wiary, apostazja, a której coraz liczniejsze przykłady obserwujemy na co dzień – nie może zostać ani prawidłowo zdiagnozowana, ani uleczona. Przemilczanie rzeczy trudnych nigdy nie jest rozwiązaniem. Regułą życia dla katolika nie może być dostosowywanie się do każdej sytuacji, bez względu na to, jak jest w istocie groźna dla wiary; dostrzeganie w niej jedynie tego co „dobre” lub „obojętne”. Grozi to całkowitym oderwaniem się od rzeczywistości. Wskutek pokrywania milczeniem tego, co jest ich przyczyną, stają się one idealną pożywką dla tych, którzy tylko pozornie troszczą się o Kościół. Rozdzierają szaty z powodu jego kryzysu, piętnują autorów skandali w Kościele, a przy tym rozgrywają osobiste batalie i uprawiają klasyczną antykatolicką
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze