Pani Domu na posterunku

Solange Hertz, drobna kobieta o ujmującej powierzchowności, była jedną z największych w naszych czasach obrończyń rodziny. Zawsze w swoich tekstach wykazywała się żelazną konsekwencją: „Jeżeli żona – to matka; jeżeli matka – to żona” – to jej hasło.

Rodzina jest potęgą, dopóki rodzice są wewnętrznie wolni – twierdziła amerykańska pisarka Solange Hertz. Rodzina bowiem jest obecnie jedynym miejscem, w którym „rzeczy warte zrobienia nadal są traktowane poważnie” – jak mawiał Chesterton. Dlatego matka może uszyć córce sukienkę, którą mogłaby kupić „w zalanym masową produkcją supermarkecie za ułamek kosztów i czasu, jakie musi poświęcić na jej wykonanie” – mówi Solange. Niepodzielni monarchowie, jakimi są w istocie rodzice, z natury rzeczy są także artystami, i uszyta w domu sukienka nie ma ceny. To dlatego z rodziną nie da się „wejść w dialog”. Rodzinie godnej tego miana nie da się niczego narzucić. Nie da się przekupić jej błyskotkami. 
Nie jest to pogląd dziś popularny. [...]

Na twardym gruncie rzeczywistości
Solange Hertz (1920–2015), drobna kobieta o ujmującej powierzchowności, była jedną z największych w naszych czasach obrończyń rodziny. Przypominała żołnierza stojącego na warcie, skupionego i czujnego, gotowego do oddania strzału lub powalenia celnym ciosem przeciwnika. Amunicją były jej książki i artykuły. Broniła nimi bardziej swojej misji, swojego serca niż swojego ziemskiego królestwa, rozciągającego się pod Leesburgiem w stanie Wirginia, na kilkudziesięciu arach ziemi pokrywającej wyniosłe wzgórze wokół rezydencji z kamienia z 1790 roku. Ta „gospodyni domowa”, jak zawsze o sobie mówiła, była świadoma wielkości misji zleconej jej przez Boga. Nie tylko wobec najbliższych, lecz także wobec innych kobiet i rodzin.
Autorka artykułów publikowanych w konserwatywnej katolickiej prasie o „powołaniu gospodyni domowej” należała do istot obdarzonych w nadmiarze tym, co nazywamy zdrowym...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: