Niepodległość i choroba naszych czasów

Chorobę naszych czasów można nazwać chorobą przywleczoną ze Wschodu. To nie odra, można ją jednak nazwać chorobą rosyjską.

Kolejna rocznica odzyskania niepodległości, a zarazem wygrana Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych, wita nas w czasie, gdy jesteśmy w Polsce niespokojni. Można powiedzieć, że wielu z nas przyjmuje ten moment z zaczerwienionymi oczami. Nie tyle od łez wzruszenia, ile ze zmęczenia. Z upartego wypatrywania w oddali czegoś, co będzie przypominało ideał. Ideał ojczyzny, idealną Polską. I ideał Polaka. Idealnego człowieka. A tu, jak na złość, tylu wokół ludzi pokręconych, powyginanych dziwacznie.

Moda na stan umysłu
Choroba naszych czasów rozwija się powoli. Najpierw dzielimy ludzi z grubsza na swoich i obcych. Potem zastanawiamy się, ilu w tych „swoich” jest swoich naprawdę. Widzimy, że czasem tylko udają, bo są jakby z innej gliny. Nie mamy wspólnego języka. Denerwują nas ich głupie dowcipy, gruboskórność, przechwałki. Prowincjonalizm, banalne uwagi. Wygląd nawet. Okaże się niebawem, że wśród „swoich” jest naprawdę dużo podejrzanych typów.
„Jakiś Rosjanin wrócił z Petersburga do Paryża. Rodaczka spytała go: – Jak się czuje nasz pan? – Bardzo dobrze. – A człowiek? – Człowieka nie widziałem” (Astolphe de Custine „Listy z Rosji”). „Św. Jan Chryzostom mówi: »Człowiekiem nazywamy tego, kto zachowuje w całości obraz człowieka. Co jest obrazem człowieka? Być istotą rozumną«. Być człowiekiem to być rozumnym, to jest działać, kierując się rozumem, a nie popędami zmysłowymi” (św. Alfons Maria de Liguori).
Chorobę naszych czasów można nazwać chorobą przywleczoną ze Wschodu. To nie odra, można ją jednak nazwać chorobą rosyjską. W Polsce ma swoje komiczne lub tragikomiczne epizody. Oto pewien znany naukowiec z Poznania (profesor uniwersytetu) i pisarz, człowiek niewątpliwie inteligentny i dowcipny, pisze list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego, zarzucając mu w podniosłym...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: