Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Paraíso, paraíso. Eu prefiro o paraíso! Raj, raj… Ja wolę raj!

Dodano: 06/06/2024 - Numer 214 (06/2024)
FOT. STEFAN CZERNIECKI(2)
FOT. STEFAN CZERNIECKI(2)

Są w życiu takie decyzje, o których konsekwencjach dowiadujemy się dopiero po kilku latach. Których owoce stają się zaskakujące nawet dla nas samych. Tak też było z pewną historią, która wydarzyła się w obdarzonej bardzo złą sławą faweli w Manaus. Mieście zlokalizowanym w samym środku amazońskiej puszczy. Do której to faweli zawitał swego czasu pewien Polak.

Kilka chwil temu w pobliskim śmietniku znaleziono poćwiartowane zwłoki dwójki ludzi. Biegli wciąż badają, jak długo tu leżą. Czy ktoś tu je podrzucił? Czy morderstwo wydarzyło się właśnie tutaj, pod szkolnymi murami starego Manaus? Zresztą nie byłby to pierwszy napad w sąsiedztwie katolickiej uczelni, nad którą pieczę trzymają salezjańscy misjonarze. Napady z bronią w ręku, rabunki, grabieże czy zabójstwa stały się dla mieszkańców największego miasta Amazonii rzeczą tak naturalną i codzienną, jak to samo palące słońce, które każdego dnia wstaje, wyłaniając się zza koron największej puszczy świata.

Bo dziś stolica brazylijskiego stanu Amazonas nie jest najłatwiejszym miejscem do życia. W klasyfikacji na najbardziej niebezpieczne miasta Brazylii amazońska metropolia, zamieszkana przez przeszło 2 mln ludzi, prześcignęła już takie słynne z niebezpiecznych ulic, jak: Salvador, Recife czy Macapa. Zajmując tym samym mało zaszczytne drugie miejsce w rankingu uwzględniającym liczbę zabójstw w przeliczeniu na 100 tys. mieszkańców. Dzisiaj ten współczynnik dla Manaus wynosi aż 47,16. Wyższy (58,69) ma w Brazylii jedynie Feira de Santana.

– Wśród 560 uczniów, którzy uczęszczają do naszej szkoły, nie ma ani jednego, który nie doświadczyłby przemocy bądź napadu. W starej części Manaus, gdzie mieszkamy, takie zdarzenia to norma – tłumaczy ksiądz Sławomir Drapiewski SDB, oprowadzając po szerokich korytarzach szkoły, którą swego czasu zarządzał. Szkoły, która znajduje się nieopodal miejsca, gdzie nie dalej jak kilka lat temu spotkało go coś, co zupełnie zmieniło jego postrzeganie Manaus jako miasta idealnego do misjonarskiej posługi. Pamięta tamto wydarzenie ze wszystkimi szczegółami. Jakby wydarzyło się wczoraj.

Najważniejsza decyzja

Jednokierunkowa dwupasmówka imienia Luiza Antony’ego nie jest póki co zapchana samochodami. Najwidoczniej ludzie nie skończyli jeszcze pracy. Można swobodnie przebiec przez ulicę. Ksiądz Sławomir prędko zmienia stronę na tę mniej osłonecznioną. Marsz ocienionym zaułkiem powinien nieco ulżyć strudzonemu ciału. Naraz między dwoma odrapanymi domami salezjanin dostrzega niewielką dziurę. Sam nie rozumie, jak to możliwe, że przechodząc tędy już tyle razy, nigdy dotąd nie zauważył tego miejsca. Gdy podchodzi kilka metrów bliżej, dostrzega, że ciemna dziura to zejście w dół. Puste wilgotne schody nie zachęcają do zejścia. Coś jednak nakazuje księdzu Sławomirowi przeciwstawić się lękowi i podążyć w tym kierunku. Po kilku chwilach salezjanin jest już na dole. W zupełnie nowej rzeczywistości.

Widzi skromne chaty na drewnianych wysokich palach. Drągi wspinają się na wysokość pięciu-sześciu metrów, tworząc platformy, na których wznoszą się kolejne werandy i ganki. Poniżej znajduje się wyschnięte dno jakiegoś zbiornika. Jakby osuszonego bagna. Widać nawet dwie łodzie, które osiadły na gliniastym podłożu. Wszędzie walają się śmieci. Po chaotycznie skonstruowanym miasteczku prowadzą drewniane pomosty. Póki co nie widać, żeby ktoś miał po nich przechodzić. Jedynie jakiś malec wstydliwie wygląda przez drzwi pobliskiej chaty. Nigdy nie widział tu jeszcze księdza Sławomira. A on nigdy jeszcze nie widział tego chłopca.

– Oi! [Cześć! – przyp. aut.] – W tej sytuacji duchowny zdaje się na przyjacielskie pozdrowienie. Uśmiech i otwarta postawa. Od lat w ten właśnie sposób zjednuje sobie ludzi na latynoskim kontynencie. Za chwilę do tego grona dołączy także ten nieśmiały mieszkaniec faweli na palach. Faweli o nazwie Bairro do Céu. Tłumaczonej na polski jako faweli „Niebo”.
– Oi… Cześć… – szepcze malec w odpowiedzi, by za moment zniknąć za futryną drzwi.

Ksiądz Sławomir pozna go nieco lepiej dopiero za kilka tygodni. Gdy wróci do faweli „Niebo” razem z jednym z tutejszych mieszkańców. Przewodnikiem, który niejako uwiarygodni jego wizytę. Bez takiego towarzysza podobna wizyta mogłaby się bardzo źle skończyć. Żyjący już kilkanaście lat w Brazylii misjonarz doskonale zdaje sobie z tego sprawę.

Wizytacja na Bairro do Céu przyniesie owoce. Już wkrótce w centrum faweli zostanie uruchomiona kaplica. Od tej pory budzący zaufanie wśród mieszkańców uśmiechnięty polski kapłan będzie tu przychodził przynajmniej raz w miesiącu. Będzie przynosić tutejszym ludziom Jezusa. Zbite z białych desek niewielkie pomieszczenie będzie na Bairro do Céu azylem spokoju i pokoju. Miejscem, które zaakceptuje nawet lokalny, dzierżący na faweli władzę gang. W środku kaplicy zostanie umieszczonych kilka pomalowanych na czerwono ławek, ustawionych po obu stronach. Za niewielkim ołtarzem będzie widać wiszący na ścianie brązowy krzyż z krucyfiksem. I czerwony napis nad nim: „Da me vida pela Tua palavra” – „Przymnóż mi życia poprzez Twoje Słowo”.

Salezjanin ma świadomość, że tamta decyzja o skręceniu w prawo w dół po schodach, pomimo lęku i oporów, okazała się jedną z najważniejszych, jakie podjął w swoim kapłańskim życiu. – Stało się dla mnie wtedy jasne, że jestem posłany także do tych ludzi tam. Wyjętych odrzuconych, niezatroszczonych – wspomina tamten dzień zakonnik.

Obiecany basen

– Lucas, jesteś już gotowy?! – Zza plastikowej kotary odgradzającej niewielkie pomieszczenie z aneksem kuchennym od głównej izby domu słychać zachrypnięty głos kobiety.
– Tak, mamo! Nie mogę tylko znaleźć moich kąpielówek… – odkrzykuje jedenastoletni chłopiec. Od kilku chwil krząta się po pomieszczeniu, kompletując rzeczy do małego plecaczka.
– Sprawdź na schodach pod wejściem do domu. Ostatnio tam je widziałam. Pewnie wiatr zwiał ze sznurka.
– Są! – słychać triumfalny okrzyk chłopca.
– To umyj jeszcze zęby przed wyjściem. Tylko szybko. Zaraz będzie ciocia.

Niedzielny poranek nad Manaus zwiastuje upalny dzień. Od wczesnych godzin na niebie nie widać żadnych większych chmur. Słońce zdążyło już wzbić się wysoko na nieboskłon, oświetlając budzące się do życia miasto. Schłodzone nocą wody okolicznych Rio Negro i Solimoes, które tworzą hydrologiczny fenomen na skalę światową (rzeki – jedna czarna, druga o kolorze jasnego kakao – płyną przez kilka kilometrów, nie mieszając się ze sobą), płyną dziś jakby szybciej niż zazwyczaj. Wszystko przez wczorajsze krótkie, lecz obfite ulewy. I choć chodniki miasta są dziś suche, obie wielkie rzeki, współtworzące sławną Amazonkę, płyną tak, jakby gdzieś im się bardzo spieszyło.

– Lucas, jestem! – przed jednym z odrapanych budynków faweli „Niebo” słychać kobiecy głos.
– Synku, ciocia przyszła! – matka chłopca odzywa się pierwsza.
– Już idę! – Chłopiec pospiesznie zakłada plastikowe klapki. Chwyta plecak i biegnie ku drzwiom.
– A zęby umyłeś? – W połowie drogi dogania go mama, trzymając w ręku wycierany kuchennym ręcznikiem talerz.
– Ale mamo… – chłopiec wykrzywia się grymaśnie.
– Marsz…

Chłopiec prędko zrzuca na ziemię niesiony przez siebie plecak i posłusznie wraca do łazienki. Za kilka chwil znów staje przed wejściem.

– Buziak na pożegnanie – mama próbuje rozchmurzyć malca, uśmiechając się czule. Po chwili zwraca się w stronę oczekującej przed domem cioci. – Kiedy mam się was spodziewać z powrotem?
– A to już zależy od twojego synka… – uśmiecha się szeroko opalona na ciemno kobieta. – Przed szesnastą powinniśmy już być.
– No dobrze, to będę czekać na was z obiadem.

Dla chłopca niedzielne wyjście na basen to atrakcja, na którą czekał cały tydzień. Ciocia obiecała mu to już dawno, ale ostatnio ciągle jej coś wypadało i musiała przekładać obiecany wypad. Dziś już jest. Chętna, aby wreszcie spełnić młodzieńcze marzenie siostrzeńca.

Chwila

Ponieważ pogoda dopisuje, na miejskim basenie już od rana jest mnóstwo ludzi. Gwar, krzyki, piski, śmiech… Ktoś przebiega wzdłuż brzegu, ktoś bierze rozbieg, żeby móc skoczyć na główkę do wody, a inny chlapie wodą koleżankę. Jest naprawdę głośno. Ciocia Lucasa zajmuje jeden wspólny leżak dla ich obojga. Więcej wolnych miejsc nie widać.

– Pamiętaj tylko, żeby cały czas być w zasięgu mojego wzroku – udziela ostatnich wskazówek siostrzeńcowi.

Przy takim tłumie kąpiących się to jednak niemożliwe. Kobieta próbuje obserwować poczynania nastolatka, jednak co rusz ktoś przysłania jej widok. Tymczasem sam Lucas co chwilę odwraca się w stronę cioci, unosząc kciuk. Widać, że bawi się dobrze.

– Luciana! I ty tutaj?! – uszu cioci Lucasa dobiega jakiś głos.
– Ojej, Alice! Cześć! Nie zauważyłam cię…
– Wcale się nie dziwię. Przy takim tłumie… – uśmiecha się koleżanka. – Sama jesteś?
– Nie, wzięłam siostrzeńca. Obiecywałam mu ten wypad już dawno. Dziś wreszcie nadarzyła się okazja. A ty?
– Z Eduardo. Postanowiliśmy przyjechać, bo dawno oboje tu nie byliśmy.
– To trafiłyśmy dzień… Nie wiem, czy tu zawsze są takie tłumy…
– Podejrzewam, że tak. Ważne, że dzieci się dobrze bawią.
– À propos… – Pani Luciana momentalnie przypomina sobie, że już jakiś czas nie widziała machającego do niej Lucasa. Prędko odwraca się, żeby sprawdzić, gdzie aktualnie pluska się nastolatek.

Krzyki i głosy zlewają się ze sobą. Lucianie zdaje się, że ktoś gardłowo krzyczy. Że w basenie dzieje się coś niepokojącego. A może to tylko jej wrażenie? Mimo to fala niepokoju wzrasta. Czuje nieprzyjemny ucisk na żołądku.

– Lucas! – wśród kąpiących się rozchodzi się paniczny głos kobiety.

Walka i oczekiwanie

Ktoś z przebywających w basenie macha do kobiety. Krzyczy. Wśród wrzawy nie słychać, co dokładnie chce jej przekazać. Luciana obchodzi prędko basen, żeby zbliżyć się do wołającego. Widzi, że wokół niego gromadzi się coraz więcej ludzi. Paniczne myśli zaczynają kłębić się w głowie, mieszając się z racjonalnymi wytłumaczeniami. Strach, lęk, niepewność.

Po chwili Luciana już wie. Na tafli wody unosi się bezładnie ciało Lucasa. Chłopczyk zanurzony jest głową w dół. Jeden z pływających obok mężczyzn – ten sam, który machał w kierunku wołającej siostrzeńca Luciany – sprawnym ruchem wyjmuje dziecko z wody. Ktoś woła ratownika. Inny wzywa lekarza. Jakaś kobieta zaczyna płakać.

Akcja ratunkowa wydaje się iść sprawnie. Po kilkunastu minutach przy nieruchomym ciele Lucasa pojawiają się dwaj ratownicy medyczni. Usiłują przywrócić chłopcu funkcje życiowe. Odbywa się szybka resuscytacja krążeniowo-oddechowa. Póki co bezskuteczna. Obserwująca wszystko z bliska Luciana chowa twarz w dłoniach.

Chłopiec w stanie krytycznym zostaje zawieziony do szpitala. Teraz to lekarze z bloku operacyjnego podejmą próbę ratowania życia jedenastolatkowi. Luciana także wchodzi do ambulansu. W trakcie prób reanimacji dziecka będzie stać pod salą i czekać. Już wkrótce obok niej ma pojawić się matka. Z oddziału co rusz dochodzą sprzeczne informacje. Po godzinie ktoś z obsługi informuje, że chłopczyk umarł. Po kolejnej godzinie pada sprostowanie, że Lucas nadal żyje. Że wciąż trwa walka o jego uratowanie.

Rozmowa, śpiączka i chrzest

Informacja o tragicznym wypadku zastaje księdza Sławka w jego zakonnym domu przy parafii św. Jana Bosco. Niedawno skończył odprawiać Mszę świętą. Salezjanin zna Lucasa. To jeden z tych chłopców z faweli Bairro do Céu, którego matkę udało się namówić na uczęszczanie dziecka do Colégio Dom Bosco. Jego ojciec od dawna nie mieszka już z nimi. Jest alkoholikiem uzależnionym dodatkowo od narkotyków. To jednak właśnie z nim duchowny decyduje się pojechać do szpitala. Będzie chciał namaścić Lucasa.

– Paulo… – przerywa panującą w samochodzie ciszę duchowny. – Mogę cię o coś zapytać?
– Niech ojciec pyta… – odpowiada markotnie mężczyzna.
– Chciałbym wiedzieć, czy Lucas był ochrzczony?

Mężczyzna tylko schyla głowę. Nic nie mówi. Trwa to kilka chwil. Wreszcie spoglądając w widok za oknem samochodu odpowiada:

– Nie, nie miał chrztu.
– To teraz kolejne pytanie, Paulo… – twarz salezjanina poważnieje jeszcze bardziej, a oczy szukają kontaktu z milczącym rozmówcą.
– Tak?... – mężczyzna wyczuwając atmosferę rozmowy, spogląda wreszcie na księdza Sławomira.
– Czy chcesz, żebym ochrzcił Lucasa?

To pytanie wbija mężczyznę w fotel. Nie spodziewał się, że jadąc do szpitala, ksiądz poruszy ten temat. Nawet o tym nie myślał. Dopiero teraz wszystko składa się w logiczny ciąg. Po policzku Paulo zaczyna spływać duża łza.

– Tak, ojcze. Bardzo bym chciał – odpowiada szeptem. Przełykając ślinę, ze ściśniętym gardłem od płaczu, zaraz się poprawia. – Bardzo chciałbym cię o to prosić.
Gdy przyjeżdżają do szpitala, Lucas jest już odłączony od aparatury. Leży w śpiączce.
Ksiądz Sławek, nie czekając na pozwolenie, prędko namaszcza chłopca. Po chwili następuje chrzest święty. Przejęci rodzicie chłopca obserwują wszystko w milczeniu i skupieniu.
Dwa dni później ze szpitala przychodzi wiadomość, że chłopiec właśnie zmarł.

Najpiękniejszy dzień na faweli

Zakonnik jedzie do domu pogrzebowego. Widok maleńkiej białej trumienki na środku pomieszczenia sprawia, że niemal pęka mu serce. Tutaj dowie się, że Msza pogrzebowa Lucasa ma się odbyć za tydzień. W kaplicy na faweli. Tej samej, do której regularnie przychodzi modlić się salezjanin. Tym razem prócz niego oraz kilku kobiet i starców gromadzących się zwykle na niedzielnej Eucharystii, będzie na niego czekać zupełnie inny widok.
Nadchodzi ten dzień. Tłum mieszkańców faweli jest nie do ogarnięcia wzrokiem. W samej kaplicy od chwili, gdy kapłan zaczął dzwonić na Mszę, zdążyło zgromadzić się już blisko siedemdziesięcioro dzieci. Ci, którzy nie mieszczą się w środku, stoją na zewnątrz. Zebrane w chórek dzieci zaczynają intonować pieśń.

– Paraíso, paraíso… Eu prefiro o paraíso! Raj, raj… Ja wolę raj! – pomimo braku nagłośnienia słowa pieśni z łatwością wydostają się poza kaplicę. Po chwili pieśń nieśmiało intonują także dorośli mieszkańcy faweli stojący na zewnątrz. Zaraz za nimi kolejni. Większość z nich nie śpiewała od dziesiątek lat.

Bijąca na co dzień grozą i niebezpieczeństwem fawela z minuty na minutę przemienia swoje oblicze. Nie jest już mroczna i biedna. Pozbawiona godności i pełna zaklętego kręgu beznadziei. Zamiast tego raczej jasna i radosna. Bogata w chwałę Boga. Zjednoczona w jakimś niewymownym procesie chęci bycia bliżej siebie. Pomocy drugiemu.

Ksiądz Sławomir nie potrafi powstrzymać łez. Ma świadomość, że uczestniczy w czymś niezwykle ważnym. Że być może w dziejach tej faweli nie było jeszcze takiego momentu. Że wszystko dzieje się właśnie teraz. Po pamiętnej decyzji o zejściu na dół po mrocznych schodach z Luiza Antony’ego. Tamtego dnia w życiu nie przewidziałby takiego scenariusza.
PS W styczniu tego roku fawela Bairro do Céu uległa całkowitemu zniszczeniu wskutek pożaru.

2. Prąd bardzo często poprowadzony jest do faweli nielegalnie
3. Rzeka Rio Negro stanowi dla mieszkańców Manaus okno na świat. Tą drogą przewozi się zarówno towary, jak i ludzi
4. Ze względu na podmokłości domy faweli „Niebo” ulokowane zostały ma wysokich palach
5. Niegdyś fawele rozciągały się pod większymi aglomeracjami, niejako do nich się przyklejając. Dziś część z nich powstaje w historycznych centrach
6. Fawela Bairro do Céu graniczy z wybrzeżem Rio Negro

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze

  • FOT. ADOBE STOCK

    W demograficznym „punkcie zwrotnym”

    Według badań przeprowadzonych w tym roku przez Centrum im. Adama Smitha, aż 35 proc. młodych Polek i Polaków deklaruje, że nie chce mieć dzieci. Dane GUS-u pokazują, że liczba urodzeń w Polsce...
    Małgorzata Matuszak
  • FOT: WIKIMEDIA

    Wandea, siostra Polski

    „Wandea […] dla całego świata była siostrą Polski i Irlandii... Jej bolesne narodziny odbyły się przy biciu parafialnych dzwonów i warkocie werbli, przy śpiewie nabożnych pieśni na północy.... I tak...
    Ewa Polak-Pałkiewicz
  • fot. Stefan Czerniecki czerniecki.net

    Neapol śladami Maradony

    O Diego Maradonie trudno tu zapomnieć. Wizerunki piłkarskiego bożyszcza znajdziemy w Neapolu niemal wszędzie. Będą na większości turystycznych straganów z pamiątkami. Bo Neapol nadal pragnie zarabiać...
    Stefan Czerniecki
  • FOT: WIKIPEDIA

    Republika, czyli bogactwo myśli

    Nawet w czasach gdy szkoła średnia zapewniała przyzwoite wykształcenie humanistyczne, to jednak polska myśl polityczna pojawiała się tam jedynie w historii kilku postaci, jakby cały dorobek narodowej...
    Jakub Augustyn Maciejewski
  • FOT: IPN(3)

    Dzieci „małego Oświęcimia”

    Obóz koncentracyjny dla dzieci i młodzieży polskiej stworzony został przez Niemców podczas II wojny światowej przy ulicy Przemysłowej w Łodzi. Jako obóz pracy przymusowej nastawiony był także na...
    Agnieszka Kowalczyk
  • FOT. ALEXANDER KAZAKOV / SPUTNIK / KREMLIN POOL/PAP/EPA

    Figury Putina

    Wojna jest zbyt poważną rzeczą, by powierzyć ją wojskowym Georges Clemenceau, premier Francji Już przed laty na demonstracjach antyreżimowych w Rosji – to było dawno temu, gdy jeszcze przychodziły...
    Antoni Rybczyński