Powrót publicznej medycyny

Przy epidemiach stan naszego zdrowia wpływa po prostu bezpośrednio na zdrowie i życie innych. Państwo musi więc oferować darmowe leczenie i jednocześnie zmuszać do tego leczenia. Nie tylko dla naszego dobra, lecz także wszystkich pozostałych. Dotyczy to bezpośredniej terapii oraz profilaktyki, czyli na przykład szczepień.

Początek lat 90. obfitował w pomysły prywatyzacji służby zdrowia, a szczególnie prywatnych ubezpieczeń. Państwowa służba zdrowia, tak jak wszystkie instytucje pochodzące w Polsce z okresu socjalizmu, była pokazywana jako coś skrajnie nieefektywnego, anachronicznego i nadającego się do likwidacji. Reforma za czasów Jerzego Buzka zakończyła się katastrofą. Nie wprowadzono realnej konkurencji ubezpieczalni, a podział na kasy chorych tylko namnożył koszty. Oczywiście były wyjątki, jak Śląska Kasa Chorych, którą kierował Andrzej Sośnierz. Miała niezłe wyniki ekonomiczne, ale po przejęciu władzy przez SLD akurat Sośnierz miał z tego powodu najwięcej kłopotów.

Zła kampania informacyjna i błędy w samej organizacji doprowadziły do tego, że ta reforma ostatecznie została bardzo mocno zmieniona. Jej skutki były jednak opłakane i dla pacjentów (reformę wprowadzano w szczycie zachorowań na grypę), i dla późniejszego nastawienia do wszelkich zmian w służbie zdrowia. Sprawę jakichkolwiek polepszeń w tej dziedzinie dobiła afera Beaty Sawickiej. Wyszło na jaw, że w PO są siły, które zamierzają doprowadzić do bankructwa szpitali i przejmowania ich za grosze. Po tym jakakolwiek sensowna dyskusja o ustaleniach, co powinno znaleźć się w publicznym lecznictwie, a co w ramach dodatkowych ubezpieczeń oraz jakie ośrodki służby zdrowia powinny być prywatne – straciła rację bytu. Nikt nie chciał wpisywać się w ten kontekst. 
Wybuch epidemii koronawirusa jeszcze raz przetestował efektywność systemów opieki zdrowotnej. Chiny przez całe lata tak naprawdę nie miały powszechnej służby zdrowia. Ta, która ostatnio była dostępna, po...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: