Wspomnienia, Opowiadania

Były lata 90. Łaziliśmy po okolicach Pałacu Staszica i gadaliśmy. O metafizyce i Grekach, którzy nas fascynowali, i o polityce, która nas irytowała. Spotykaliśmy się co tydzień, by gadać o czytanych po kolei dialogach Platona. Tydzień pedantycznej lektury ze stertami notatek i cały dzień analiz i gadania. Zawsze pasjonowała Cię polityka. Ale polityka rozumiana po grecku. Szeroko. Taka, w której idzie o dobro. Potem był Warszawski Klub Krytyki Politycznej – ośmiu młodych filozofów (Cichocki, Gawin, Gniazdowski, Krasowski, Merta, Ostrowski) – gorące głowy. Zostało sześciu – Tomek Cię wyprzedził. W WKKP znowu wspólna lektura klasyków, którzy mieli nam pomóc zrozumieć, co się wokół dzieje. I rozmowy. Setki godzin rozmów o filozofii, religii, o Polsce, o polityce, o III RP, o kulturze. Darek...
Bohdan Urbankowski
Wiadomości nieważne i inne zabawy Wiara w „wiadomości nieważne” była wynikiem głupoty i braku wyobraźni donosicieli. Czasami rzeczywiście chcieli kogoś chronić, czasami wierzyli w to, że już przechytrzyli albo przekabacili esbeka – który też jest „dobrym Polakiem”. Sprzedawali mu wtedy wiadomości uznane za błahe. Tworząc męską komitywę, z rechotem opowiadali o pracownicy placówki zagranicznej, która upiła się i po ciemku dała jakiemuś Murzynowi. Albo opisywali drobiazgowo tryb życia opozycjonisty, co jada na kolację, o której wychodzi z psem i jak razem z nim sika w pobliskim parku. A potem? Potem pracownica naszej placówki ląduje w zakładzie dla nerwowo chorych i dwukrotnie podcina sobie żyły. Służby dowiedziawszy się o jej przygodzie – szantażem zaczęły ją zmuszać do sypiania z...
Ryszard Czarnecki
A przecież mieli takie same nazwiska, obyczaje, tę samą Matkę Boską, mówili tym samym językiem i z takim samym zaśpiewem. Tylko ci pierwsi całe życie spędzili pod carem i pod bolszewią, Rzeczpospolita do nich nie zdołała dojść i zostawiła swoje dzieci na pastwę „czerwonego caratu”. A więc ci z Żytomierszczyzny czy z Mińszczyzny, ci, którzy mieszkali wcześniej, przed wywózką, w zlikwidowanych potem obwodach im. Marchlewskiego czy Dzierżyńskiego przeczuwali, że ten pociąg do Polski, do ojczyzny, której nigdy przecież nie widzieli, może być nie dla nich. Niektórzy łudzili się nadzieją, że transport będzie dla wszystkich Polaków, inni gadali, że każdy będzie miał niby prawo wyboru, czy chce jechać, czy zostać na obcej, kazachstańskiej ziemi, ale też sami w to nie wierzyli, bo przecież było...
Bohdan Urbankowski
Dodatkową pokusą, by „się włączyć”, było dla mnie i to, że paru kolegów ze Śląska przyjechało „robić reformy” do Warszawy, że obiecywali naprawienie krzywd, a to znaczyło pracę, prestiż, mieszkanie w Warszawie. A nie miałem nawet meldunku… Moje życie mogło potoczyć się zupełnie inaczej… A jednak. Od partii odstraszyła mnie nie jedna, lecz kilka rzeczy. Najpierw to, że lekkomyślnie poszedłem na zebranie otwarte PZPR w Instytucie Nauk Humanistycznych. To nie był wiec młodych reformatorów, to był sabat starych czarownic, które na partyjne zebrania przylatywały na miotłach… Ponieważ nadal się wahałem – los podsunął mi pod oczy plakat o wieczorze poezji powstańczej, który prowadzić miał – nieznany mi wówczas – Andrzej Szomański. Poszedłem. Po imprezie – dyskusja, oczywiście nie tyle o...
Bohdan Urbankowski
Wyspa, która przypłynęła Zdania wynikają ze zdań, skutki z przyczyn jedynie w podręcznikach logiki. W życiu przyczyny i skutki chodzą stadami, dzieje ludzi zanurzone są w przeszłości jak bohaterowie obrazów – w tło. Czasem widać za nimi miasta, a czasem góry czy zaledwie hałdy. Mnie dane były hałdy. Wychowywałem się na Śląsku, w Bytomiu, ale pośród lwowiaków. Jakby na wyspie. Śląsk nauczył mnie solidności i punktualności, które mi do dzisiaj przeszkadzają. Kiedy wróciłem do Warszawy, ustawiałem się odruchowo na końcu przeróżnych kolejek, a potem stałem w nich jak głupi, wciąż na końcu – zamiast przepychać się łokciami do przodu. Usiłowałem także wsiadać do tramwaju tylnym wejściem, a wysiadać przodem, co rozregulowało – aż do dzisiaj – stołeczną komunikację. Lwowiacy nauczyli...

Pages