Numer 12 (82)/2012

Stefan Czerniecki
Ofiara składana ku czci bogów. Jeszcze kilka ostrzejszych szarpnięć. Koniec. Agonia. I kałuża krwi Stara Nepalka nie czeka ani chwili dłużej. Szybko zdejmuje z czoła opaskę przytrzymującą dźwigany na plecach wielki kosz z kamieniami. Kobiecina wspina się z tym już jakiś czas. Widziałem ją od około 20 minut. Odkąd wyszedłem z wioski i zacząłem schodzić w kierunku rzeki. Po krawędzi stoku. Czyniąc coraz to szersze zakosy. Była tak skoncentrowana, że w ogóle mnie nie zauważyła. Dopiero teraz, podczas mijania. Akurat miałem przerwę w wędrówce. Baton w jednej dłoni. Aparat fotograficzny w drugiej. I te jej rozbawione oczy mówiące „mogę?”. Wór pełen kamieni zdjęty. Można przymierzyć to dziwacznie wyglądające ustrojstwo. Mój plecak. – Uchchchchchch – wzdycha, zarzucając na ramię. Po chwili...
Małgorzata Matuszak
Wiara jest uznaniem granic naszego „rozumu”, uznaniem granic naszego poznania i nas samych. W swej istocie jest czymś prostym, niepotrzebującym zbyt wielu słów. Słowa pojawiają się wtedy, gdy zaczynamy wiarę racjonalizować. Wiara szuka jednak zrozumienia. To prawda, że potrzebna jest bardzo głęboka wiara, by uwierzyć w dogmaty, czyli takie twierdzenia, których prawdziwości się nie podważa, chociaż wydają się irracjonalne. Jest raczej tak, że niektóre prawdy wiary da się zrozumieć przez niemożność zrozumienia. Nie oznacza to jednak, że wiara zupełnie deprecjonuje rozum. Wiara i rozum to jakby dwa skrzydła, dzięki którym wznieść się możemy ku Prawdzie. Jak pisała Anna Kamieńska: „Otwarcie na sprawy wiary zaczyna się od dojścia rozumowego, wiara nie jest więc sprzeczna z rozumem, jak chcą...
Marcin Wolski
Być może zresztą nastąpi to wcześniej. Cywilizacja użycia, jednostkowej przyjemności, odrzucająca przymus i twardą szkołę egzystencji, redukująca instynkt walki miałaby jakieś szanse, gdyby była sama na tej planecie. Ale wbrew deklaracjom i zaklęciom historia wcale się nie skończyła (może dla naszej rasy)  i istnieje mnóstwo ewentualności – na marginesach, które niedługo zaleją centrum strony, czają się całe wielkie kultury, gdzie rodzina nadal jest podstawą, podobnie jak religia, a tolerancja, prawa kobiet czy w ogóle pojęcie jednostki zdają się trudno wyobrażalną fanaberią. Ale może nie trzeba czekać na Arabów lub Chińczyków. Od lat próbuję napisać futurologiczną powieść o końcu naszego świata. Ciągle mi się nie udaje – a to odrywa mnie jakiś temat na dziś (koniec świata...
Mateusz Matyszkowicz
W „Przypadkach mojego życia” takich opowieści jest sporo. Każdy przyjazd do rodzinnego Tarnowa jest wstrząsem. Każdy wstrząs przeżywany jest osobiście – miesza się w nim sarkazm dojrzałego pisarza, który jest gdzieś daleko i wysoko, z rozczuleniem, z przywołaniem drobiazgów, szczegółów, małych wydarzeń i zapomnianych ludzi. To wszystko jest naturalne i tego powinniśmy się spodziewać, takie są podróże do krainy dzieciństwa. To, co u Brandstaettera najciekawsze, to nieustanne przywoływanie śmierci w rodzinnym mieście. „Cmentarz minionych lat” – tak je nazywa i nie chodzi tylko o banalną konstatację mijającego czasu. Kiedy w innym miejscu opisuje przyjazd do tarnowskiego teatru na premierę własnej sztuki, spotkanie z reżyserem i herbatę w jego mieszkaniu, przywołuje Hades. Tak, aktorzy...
Bohdan Urbankowski
Wiadomości nieważne i inne zabawy Wiara w „wiadomości nieważne” była wynikiem głupoty i braku wyobraźni donosicieli. Czasami rzeczywiście chcieli kogoś chronić, czasami wierzyli w to, że już przechytrzyli albo przekabacili esbeka – który też jest „dobrym Polakiem”. Sprzedawali mu wtedy wiadomości uznane za błahe. Tworząc męską komitywę, z rechotem opowiadali o pracownicy placówki zagranicznej, która upiła się i po ciemku dała jakiemuś Murzynowi. Albo opisywali drobiazgowo tryb życia opozycjonisty, co jada na kolację, o której wychodzi z psem i jak razem z nim sika w pobliskim parku. A potem? Potem pracownica naszej placówki ląduje w zakładzie dla nerwowo chorych i dwukrotnie podcina sobie żyły. Służby dowiedziawszy się o jej przygodzie – szantażem zaczęły ją zmuszać do sypiania z...

Pages