Nowa wojna o historię

Wszędzie, tylko nie w Polsce

To prawda oczywista i powszechnie znana – wszędzie, poza Polską. W Polsce, jak się okazuje, bohaterowie potrzebni nie są. Bohaterowie powstania warszawskiego, bohaterowie walki z komunistyczną władzą, bohaterowie demokratycznej opozycji, bohaterowie stanu wojennego. W Polsce bohaterowie są podejrzani. Po pierwsze o to, że są nudni i martyrologiczni, a my przecież chcemy być fajni, europejscy i wpatrzeni w przyszłość. Po drugie – i ważniejsze – są podejrzani o nieprawomyślność. Strasznie z nich niebezpieczni ludzie.

Gdyby pozwolić im przemówić z ekranu, to jeszcze głosiliby jakieś okrutne herezje. Na przykład że komuniści zdobyli władzę w Polsce, mordując patriotów i fałszując wybory. Albo że różne odwilże i odnowy to były tylko gangsterskie porachunki w rodzinie czerwonych mafiosów, którzy wykorzystywali do ich załatwiania ogłupione społeczeństwo. Lub nawet że niektóre legendy „Solidarności” miały w swoich życiorysach wstydliwe epizody. Albo że Okrągły Stół nie był najlepszym wydarzeniem w życiu narodu od czasu chrztu Polski.

Nie – zdecydowanie bohaterom nie wolno pozwolić na przemawianie z ekranów. No, chyba że są to „nasi”, oswojeni bohaterowie. To łatwe w kraju, w którym nie istnieje prawdziwy wolny rynek w mediach elektronicznych i wolna konkurencja w dziedzinie filmowej produkcji. Telewizje zaprzyjaźnione z władzą zajmują się głównie głaskaniem owej władzy po brzuchu, a panem życia i śmierci większości projektów filmowych jest Polski Instytut Sztuki Filmowej. Koncesje, które może przyznać (lub nie) miłościwie panująca władza. Dotacje z państwowej kasy. Tak to się robi dziś w Polsce. I tak pisze się nową wersję historii.

Dużo więcej niż zmiana kursu

Kiedy w 2007 r. Platforma Obywatelska przejęła rządy, nie usłyszeliśmy oficjalnej decyzji o rezygnacji z polityki historycznej. Jednak jasne było, że nowa władza nie zamierza pielęgnować...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: