Na strychu Podniebnego Królestwa

Ofiara składana ku czci bogów. Jeszcze kilka ostrzejszych szarpnięć. Koniec. Agonia. I kałuża krwi

Stara Nepalka nie czeka ani chwili dłużej. Szybko zdejmuje z czoła opaskę przytrzymującą dźwigany na plecach wielki kosz z kamieniami. Kobiecina wspina się z tym już jakiś czas. Widziałem ją od około 20 minut. Odkąd wyszedłem z wioski i zacząłem schodzić w kierunku rzeki. Po krawędzi stoku. Czyniąc coraz to szersze zakosy. Była tak skoncentrowana, że w ogóle mnie nie zauważyła. Dopiero teraz, podczas mijania. Akurat miałem przerwę w wędrówce. Baton w jednej dłoni. Aparat fotograficzny w drugiej. I te jej rozbawione oczy mówiące „mogę?”. Wór pełen kamieni zdjęty....
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: