W zaprzęgu Rzeczypospolitej

Trwaj, choćby nie wiem co

Próbie ognia poddawano w Średniowieczu, aby przekonać się, czy człowiek jest kłamcą. Rozpalano w tym celu dwa ogniska i kazano przechodzić między nimi. Jeśli badany przeżył – znaczyło to, że mówi Prawdę. Czyż samo życie nie bywa czasem takim stosem próbnym?

Nie przeszedł próby ognia Savonarola, lecz nie z tego względu, że kłamał. W końcu zawsze głosił Prawdę, nie bacząc na konsekwencje. Po prostu na parę chwil przed płomiennym spacerem, jaki miał odbyć dominikanin… na placu Signorii spadł deszcz. Kwestia zwykłego przypadku – ulewa, która zmienia losy wielkiej postaci. Inne próby, jakim poddawano Savonarolę dla uzyskania odpowiednich zeznań (wielokrotne wyrywanie rąk i nóg ze stawów) przynosiły w końcu oczekiwane rezultaty – fra Girolamo przyznawał się do win. Lecz zaraz potem – ku niezadowoleniu oprawców –  to, co było wymuszone siłą, odwoływał. W końcu został powieszony we Florencji, a jego trupa spalono, aby unicestwić „diabelskie pozostałości”.

Wracając do twórcy chorału gregoriańskiego czy kanonu rzymskiego – śmierć Grzegorza miała w sobie coś z finału operowego, w którym postać umiera w okolicznościach, jakie sobie „wyśpiewała” w arii z pierwszego aktu, niejako projektując całe życie. Wielki papież pozostawił po sobie liczne dzieła, które na trwałe weszły do literatury moralistycznej i katolickiej. Na jednym z pierwszych miejsc postawić można komentarze do biblijnej księgi Hioba. Grzegorz dokonał jej drobiazgowej analizy połączonej z egzegezą. Hiob, na którego głowę walą się nieszczęścia, jedno za drugim, a on pomimo to jest ciągle wierny, staje się dla Grzegorza wart głębokiego zastanowienia. Dlaczego? Odpowiedź nasuwa się sama: starotestamentowy nieszczęśnik niesie ze sobą niezwykły dla każdego chrześcijanina przekaz. I bardzo prosty. To rodzaj przykazania. Można by je streścić jednym słowem: trwaj. Trwaj, choćby nie wiem co. Trwaj, choćby się na ciebie walił cały świat. Choćbyś...
[pozostało do przeczytania 82% tekstu]
Dostęp do artykułów: