W labiryncie seksualności

Świadomy wybór?

Karta Praw Rodziny, którą respektuje również Polska, głosi, że edukacja prowadzona przez państwo winna respektować wolność rodziców lub opiekunów i że rodzice mają prawo do wychowania dzieci zgodnie ze swoimi przekonaniami moralnymi i religijnymi, uwzględniając tradycje kulturowe rodziny, które sprzyjają dobru i godności dziecka, a państwo zobowiązane jest pomagać rodzicom i wspierać ich w wysiłku spełniania roli wychowawców. Dotyczy to w szczególności wychowania seksualnego, które stanowi podstawowe prawo rodziców i powinno dokonywać się zawsze pod ich troskliwym kierunkiem; zarówno w domu, jak i w wybranych i kontrolowanych przez nich ośrodkach wychowawczych.

Wprowadzając do szkół obowiązkowe lekcje edukacji seksualnej, odbiera się w jakiś sposób prawo do decydowania o ich wychowaniu. Oczywiście, rodzice monopolu w tym względzie nie posiadają, już choćby powszechny obowiązek szkolny ogranicza władzę wychowawczą rodzicom. To oni jednak wciąż są  najważniejszymi wychowawcami swoich dzieci i powinni nimi pozostać, zwłaszcza w tej materii.

Zwolennicy wprowadzenia „edukacji seksualnej” postulują wolność wyboru. Nie można jednak mówić o wolnym wyborze w sytuacji, kiedy niszczy się różnorodność i stosuje przymus. Taka „edukacja” to w zasadzie indoktrynacja. Wprowadzając do szkół obowiązkową „edukację seksualną”, odbiera się rodzicom prawo wprowadzania swoich dzieci w intymny świat.

Zwolennicy „edukacji seksualnej” głoszą, iż dzieci nie są własnością rodziców, nie powinni oni zatem decydować w tej kwestii za dzieci. A skoro nie są własnością rodziców, to mają prawo dostępu do informacji i do samodzielnego wyboru. Trzeba jednak w tym miejscu dodać: wtedy, gdy będą mogły samodzielnie decydować. Problem polega na tym, że trzeba być w pełni świadomym, co się wybiera i dlaczego, i ponieść wszystkie konsekwencje z tym związane. Młody człowiek, często bardzo młody, rzadko kiedy jest do takiego...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: