DRZWI DO NICOŚCI SZEROKO OTWARTE

Koniec świata jest fascynujący dla ludzi, którzy nie widzą dla siebie żadnej przyszłości, żyją teraźniejszością, a teraźniejszość powinna trwać i nie ulegać zmianie. Bo tak jest wygodnie i człowiek nie musi się wysilać, analizować czy zadawać pytania o sens życia, wartości i temu podobne głupstwa, zakłócające egzystencję i budzące wątpliwości albo jakieś niepokoje. Więc odpycha od siebie złe myśli, poszukując rozrywki dla ciała i resztek duszy. Tych resztek, których mu jeszcze nie wyprali w procesie wychowania rodzice, nauczyciele, media i sterujące nimi siły polityczne. Czy wobec tego powinien bać się końca świata? Przecież jego świat jest rzeczywistością, a jak się skończy, nie będzie nic. A co to jest nic? Nic to jest koniec problemów, koniec zabawy i koniec konsumpcji. Czyli nic takiego, nie ma się co martwić czymś, czego nie ma.

Rzeź niewiniątek

Nie mam zamiaru i nie czuję się upoważniona do moralizowania i wychowywania ludzi młodych. Także dlatego, że nie wierzę w moc dydaktyki w świecie opętanym chaosem, wynikającym z tempa życia i z całkowitego zaniku życiowych drogowskazów. Tak źle jeszcze nie było i nie jest to zrzędzenie „starego babsztyla”, ale analiza faktów i ich następstw. Najwyraźniej to nic, hamujące w jednostkach proces myślenia i wyciągania wniosków z szaleństw piętrzących się w otaczającej nas rzeczywistości jest szatańskim planem zniewolenia i wykolejenia całych narodów, ludzkości w jej najlepszym tego słowa znaczeniu.

W USA do szkoły podstawowej w miejscowości Newtown w stanie Connecticut wdarł się 20-latek i seriami z karabinu zamordował 26 osób, w tym 20 małych dzieci. Co go skłoniło do takiej zbrodni? Choroba psychiczna zapewne albo nieporozumienia w rodzinie – tłumaczą media, psychologowie i inni, liczni wychowankowie politycznej poprawności oraz hipokryzji moralnej. Ale dlaczego więc dokonał tej zbrodni z rozmysłem, bo ją wszak zaplanował i zrealizował z dokładnością szwajcarskiego...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: