Takie małe, a już takie stare

Chwilami ogarnia mnie strach przed cynizmem i wyrachowaniem małolatów, jeszcze dzieci, a już staruszków. Oblatanych w pornografii i w konsumpcji, żyjących na moralnym śmietniku, jakim jest dziś świat technicznej cywilizacji zachodniej.

W tamtych czasach, czasach normalnych ludzi, dzieci wprawdzie chodziły do szkoły „pod górkę”, ale szły bezpiecznie. Nieraz kilka kilometrów, w mróz i upał, ale beztrosko. W zimie wracały do domu po ciemku i nic im nie groziło. Było biednie, niewygodnie i brakowało zabawek. Dzieciaków z miast i wsi nie musieli odprowadzać do szkoły rodzice, w strachu, że porwie je i zgwałci jakiś pedofil. O pedofilach, homoseksualistach i lesbijkach nikt nie słyszał.
Oczywiście, nie było wtedy telewizji, Internetu i pornografii. Wielbiciele tej formy propagandy seksu, głównie mężczyźni, zdobywali czy nabywali pokątnie różne „zeszyciki”, skrzętnie ukrywając je przed rodziną, a przede wszystkim przed dziećmi. Zdarzały się gwałty na nieletnich i seksualne molestowanie dziewczynek przez członków rodziny, w tym przez ojców, braci, wujków. To był margines, tak jak były nim związki homoseksualne, bo margines był zawsze obecny w życiu społeczeństw, coś jak odchylenie od normy. Ale wtedy istniało uczucie, które nazywamy wstydem.

Ludzie wstydzili się swoich dewiacyjnych zachowań, starali się je ukryć przed światem, a homoseksualiści nie afiszowali się ze swoimi skłonnościami, nie paradowali po ulicach, najczęściej były to związki stałe i tolerowane przez otoczenie. Ale dziecko było świętością, nikt nie próbował wychowywać go seksualnie, bo nie było takiej potrzeby. Nie było ośrodkiem zainteresowania wykolejonych facetów, którzy zaspokajaliby swoje potrzeby seksualne, tak jak zaspokaja się, za przeproszeniem, potrzebę pójścia do wychodka. Dziecko jest dziś łatwą zdobyczą, aby je wykorzystać, nie trzeba się wysilać, zamiast zabiegać o względy dorosłej kobiety, która na dodatek może odmówić. I dlatego pedofilia stała...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: