Dziś prawdziwej Warszawy już nie ma

Dziś prawdziwej Warszawy  już nie ma,
bo nie jest ani nowoczesna, ani tradycyjna.
Jest nijaka i razi ubóstwem architektury,
którego symbolem jest Stadion Narodowy.


Obrazek przedwojennej Warszawy niczym z pełnych uroku felietonów „Wiecha”

Pewien taksówkarz opowiedział mi – wielce wzburzony – o rozmowie, jaką prowadził z pasażerką. Była to młoda, modnie ubrana blondynka, właśnie podążała na ważne spotkanie z klientem swojej firmy i bardzo się spieszyła. W pewnym momencie, kiedy wjechali na Most Poniatowskiego zapytała: – Panie, a co to za rzeka? Codziennie jeżdżę tą trasą i zachodzę w głowę, jak ona się nazywa. Bo wie pan, ja jestem ze Śląska i nie znam tego miasta. Ale jest fajne i wielkie, nie to co moje miasteczko. Kierowca objaśnił pasażerce uprzejmie, że ta rzeka nazywa się Wisła. Młoda osoba ucieszyła się niepomiernie, dodając, że tego jej na uniwersytecie nie uczyli.

Miasto zniszczone do cna

Jest wrzesień 2013 r., a we wrześniu trwają obchody rocznicy Powstania Warszawskiego z 1944 r. i przypada rocznica napaści Niemiec hitlerowskich na Polskę, a więc i na stolicę. Przede wszystkim na stolicę. Warszawa miała być zrównana z ziemią i tak się stało. Do zrujnowanego miasta powrócili ci warszawiacy, którzy ocaleli z pożogi, i napłynęli nowi, z całego kraju, z podstołecznych wsi i miasteczek, przekształcając się z biegiem lat w mieszczuchów. Lekarz weterynarii, który opiekuje się moim labradorem, prażanin z dziada pradziada, mówił mi, że z początku ci napływowi warszawiacy sprzątali w swoich blokowiskach, wyrzucając śmieci przez okno. Na ulicę. Powoli się cywilizowali, a przede wszystkim, za co im chwała, przystąpili do odbudowy stolicy. Byli to prości ludzie, przyzwyczajeni do ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Dziś czują się warszawiakami, tak jak ich dzieci i wnuki. I nikt nie ma im tego za złe, bo są patriotami stolicy. Tych z dziada pradziada można policzyć na...
[pozostało do przeczytania 77% tekstu]
Dostęp do artykułów: