Trockizm

Odwiedzali nas też trockiści. W encyklopedii PWN z 1966 r. przeczytałem: „Trocki Lew Dawidowicz, właść. Lejba Bronstein – znany działacz ruchu robotniczego”. Nie wierzył w możliwość współistnienia komunizmu z kapitalizmem. W swej „teorii permanentnej rewolucji” żądał „zaczepnej wojny rewolucyjnej” aż do globalnego pokonania kapitalizmu. Domagał się militaryzacji całego życia w ZSRR i wojskowej dyscypliny w miejscu pracy. W 1929 r. wydalony z ZSRR... „obsesyjnie szkalował społeczną rzeczywistość Kraju Rad i atakował Stalina”.

Bezpieka polowała na trockistów ze szczególną zajadłością, co nas niezmiernie dziwiło. Lecz oni byli zaprawieni w uciekaniu przed policją. To była jedyna płaszczyzna wzajemnego zrozumienia. Przywozili nam pismo „Szerszeń”, redagowane przez Bałukę. Byliśmy zakłopotani, oni się narażali, dostarczali swe pismo, a my przecież nie mogliśmy nikomu dać go do czytania. Uznaliśmy, że idee trockistów są zbyt absurdalne, by mogły być niebezpieczne. Zbliżonych do trockistów poglądów nie zauważyliśmy ani w KOR, ani w żadnej innej grupie opozycyjnej.

W 1979 r. Wałęsa i Borusewicz przeprowadzili akcję powołania Komisji Robotniczej w Zrembie. Podobno wymyślił to Kuroń. Byliśmy sceptyczni, nie zamierzaliśmy ograniczać pola działania WZZ wyłącznie do środowisk robotniczych. Naszym zdaniem celem tej akcji było wysunięcie Wałęsy na czołową pozycję. Mimo to Anka napisała mu płomienne przemówienie, którego Wałęsa uczył się na pamięć, przybierając przed lustrem pozy Mussoliniego. Nie spodziewaliśmy się powodzenia, ale Borusewicz zorganizował druk wielkiej ilości ulotek, zmobilizował studentów z SKS do rozdawania i skądś wytrzasnął tubę dla Wałęsy. Wszystko zakończyło się wielką klapą. Wałęsa z tubą stał na placu i nie miał do kogo przemawiać, bo robotnicy nie wyszli. Na kolporterów czekała bezpieka. Siedzieli na komendzie wraz ze stosami ulotek, czekając na przesłuchanie. Było przed szóstą rano, pora sprzątania komendy. Antek Mężydło...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: