Międzyzakładowy komitet strajkowy

Poprzednie miesięczniki

Czy strajk sierpniowy można było przewidzieć? W czerwcu Anka powiedziała: „Musimy przyspieszyć urlop, bo w tej sytuacji możemy nie zdążyć i grozi nam, że przez wiele lat nie zobaczymy gór”. Przyspieszyliśmy urlop i skróciliśmy pobyt w górach. Zdążyliśmy na strajk, a góry zobaczyliśmy dopiero w 1985 r. Strajkował Lublin, Ursus już kilka razy, w Przeworsku przyspawano do szyn pociąg do ZSRR. Spawacze przyszli do Anki – „Pani inżynier, my też umiemy spawać nie gorzej od tych z  Przeworska”. Robotnicy pytali: kiedy zaczynamy? Czekano na hasło od WZZ-ów. Zdawaliśmy sobie sprawę z ciążącej na nas odpowiedzialności, jeśli wezwiemy do strajku i jeśli tego nie uczynimy. Zadecydowała SB, zwalniając z pracy Annę Walentynowicz. W całej Polsce strajki tłumiono natychmiast, przyznając żądane podwyżki płac. A w Gdańsku jakieś „władze” podjęły decyzję, która musiała wywołać strajk. Gdzieś na „czerwonej górze” trwała walka o stołki. Wiedzieliśmy, że jesteśmy prowokowani, lecz oceniliśmy, że ta prowokacja nie wyjdzie komunie na zdrowie. WZZ-y wystąpiły z „Apelem o obronę Anny Walentynowicz”, który był rozdawany wraz z instrukcją „Jak strajkować”. Stocznia Gdańska stanęła tego samego dnia, 14 sierpnia. Następnego dnia strajkowało już kilkanaście, a może kilkadziesiąt zakładów. Wszystkie uznawały przywództwo Stoczni, chociażby ze względu na jej wielkość – 16,8 tys. pracowników. 16 sierpnia przyszliśmy do Stoczni z propozycją utworzenia międzyzakładowego komitetu strajkowego, lecz Wałęsa na
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze