Debiutanci

Tego wieczoru siedzieli na werandzie i pili herbatę.

Był środek lata, upalne dni pełne pracy. Raisa oporządzała krowę i kury, pielęgnowała ogródek warzywny, który pozwalał nakarmić całą rodzinę. Said był budowniczym. W zrujnowanej pierwszą i drugą wojną Czeczenii nie skarżył się na brak pracy.

Wychodził zwykle rano, wracał późnym popołudniem i upierał się, żeby jeszcze pomagać jej w obejściu. Na początku nie chciała się na to godzić – co ludzie powiedzą? Jaki szanujący się mężczyzna towarzyszy żonie w pracach domowych? Ale on nie zwracał na to uwagi. Nieważne, co ludzie powiedzą. Ważna jest ona.

Przyzwyczaiła się. Także do tego, że wbrew obyczajom rodzinnym, to on o świcie zrywał się często pierwszy, palił w piecu i podawał jej herbatę. Także do tego, że przy rodzicach i kolegach pozwalał sobie na czułości wobec dzieci. Rozpieszczał i dwuletnią Makkę, i kilkumiesięcznego Said-Magomeda. Opowiadał rozmaite historie i wybijał dłońmi rytm narodowego tańca czeczeńskiego. Dzieci śmiały się i podrygiwały do taktu.

Najbardziej lubiła te letnie wieczory. Pili herbatę i snuli plany na przyszłość.

Said potrafił opowiadać całymi nocami. Szczególnie, gdy wyczuwał, że jest niespokojna. Umiał zagadać każdy jej lęk. Wszystko obracał w żart. Jak gdyby dookoła nie było żadnej wojny.

Był więcej niż mężem. Był najlepszym przyjacielem. To się nieczęsto zdarzało.

Pobrali się w noc sylwestrową już w trakcie drugiej wojny. Późno – miała  prawie dwadzieścia siedem lat.

Wcześniej do szaleństwa kochała innego chłopca. Pisała dla niego wiersze po czeczeńsku. Chcieli żyć razem. To wtedy poznała Saida. Prosił, żeby za niego wyszła. Nigdy, pomyślała.

Wybuchła druga wojna i jej narzeczony poszedł w bój. Zginął w pierwszych tygodniach walk. Nie mogła się otrząsnąć. Chciała być jak bohaterka swojej ulubionej opowieści, jednej z tych przekazywanych ustnie z pokolenia na...
[pozostało do przeczytania 84% tekstu]
Dostęp do artykułów: