Z mojego kanonu lektur Lancet Tyrmanda

Poprzednie miesięczniki

Analiza środowiska ówczesnej „warszawki” dokonana została metodą bezlitosnej wiwisekcji, niekiedy w tonacji satyry, a nawet paszkwilu na głęboki konformizm, poddaństwo i zakłamanie ludzi starających się uchodzić za wolnych i uczciwych. To galeria typów totalnie zniewolonych; persony na tej scenie, pozbawione wszelkich hamulców etycznych, działają powodowane jedynie serwilizmem, intrygą, donosem – to są dźwignie przywilejów, sukcesów, dróg do sławy. W sposób niesłychanie wnikliwy, świadczący o znawstwie przedmiotu od podszewki, pokazuje Leopold Tyrmand, jak wszelka sztuka w systemie totalitarnym więdnie i usycha, traci siłę, suwerenność, stając się wypadkową oczekiwań partii, cenzury. Zamienia się w atrapę uzależnioną od kolejnych zaleceń władców. Jest instrumentem propagandy stwarzającej fałszywy obraz rzeczywistości. Rzekomi twórcy otrzymują w zamian za swe usługi poklask, pieniądze i zagraniczne wojaże. Pisarz odsłania z bezlitosną pasją żałosne panoptikum kreatur uwikłanych w mozolne wspinanie się po szczeblach kariery. Niebagatelne znaczenie w owej grze mają kobiety. One przez swą urodę, romanse, erotyczną biegłość fundują często sukces mężom i kochankom. Przechodzą z czarem na seksualną emeryturę, ale co sprytniejsze z nich stają się władczyniami salonów, które funkcjonują jako giełda plotek, informacji, intryg i zawierania korzystnych znajomości. Wpływowe damy (parodia Madame de Stael) stają się kreatorkami nowych talentów, utrącają jednych, pomagając wspiąć się innym
     
39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze