Numer 9 (55)/2010

Mateusz Matyszkowicz
Celem każdej wojny jest zneutralizowanie przeciwnika. Środki do tego są różne. Tradycyjna wojna, czyli wojna energetyczna, toczy się na polach bitewnych przy użyciu broni konwencjonalnej lub niekonwencjonalnej. Wojnę informacyjną można prowadzić wszędzie, a jej broń jest trudno uchwytna. Wojna energetyczna toczy się w sposób jawny. Do prowadzenia wojny informacyjnej zaś nikt się nie przyzna. Jak więc można mówić w ogóle o jej istnieniu? Skąd czerpać o niej informację, aby nie popaść w manię prześladowczą i inne tego typu ekstrema? Kiedy trwa tradycyjna wojna, wszyscy o niej wiemy. Widzimy śmierć i zniszczenie. Tu widać niewiele. To wojna trwa Ale, po pierwsze, wojna informacyjna wcale nie jest czymś nowym ani wymyślonym w umysłach, które w naszych czasach szukają spisków. Tak...
Władze w Teheranie mają nowego wroga. Tym razem nie chodzi o politycznych dysydentów czy handlarzy narkotyków, ale o psy. Albo raczej – zwierzęta jako takie. Czołowy duchowny irański Nasser Shirazi ogłosił fatwę, która już kilka miesięcy później na dobre zaistniała w irańskim prawodawstwie. I tak powstał zapis zakazujący umieszczania w mediach ogłoszeń mających cokolwiek wspólnego ze sprzedażą, hodowlą czy posiadaniem zwierząt domowych. Fatwa była niejako reakcją na interwencję cenzorskiego Ministerstwa Kultury i Islamskiego Dziedzictwa. Ministerstwo Informacji obiecało rozprawić się z reklamami i ogłoszeniami promujacymi karmę dla zwierząt, a w szczególności z tą przeznaczoną dla psów i kotów. W czerwcu Shirazi ogłosił fatwę przeciwko trzymaniu zwierząt domowych, ale wówczas nie...
Rekontra
Zabić „Gazetą” „To prawda z tym alkoholem?” - pada pierwsze pytanie w tekście „Gazety”, pytanie jak uderzenie pałką. Miał zaufanie do dziennikarza, być może myślał, że podaje mu się pomocną dłoń, że daje szansę wytłumaczenia z klęski, jaką okazały się uroczystości rocznicowe przygotowane przez Europejskie Centrum Solidarności, którym kierował. Zapewne pytanie padło w środku rozmowy, może pod koniec – atmosfera była luźniejsza. I w krótkim tekście „Zrób to dla Gdańska, Macieju” kilkanaście razy w różnej formie autorzy nawiązują do problemu alkoholizmu swego rozmówcy. Dowiadujemy się i o „uzależnieniu”, i „stanie wskazującym”, używa się zwrotu o „wiedzy dla wtajemniczonych”, pada także kategoryczne pytanie, kiedy zaczęło się „picie na ostro”, chociaż nie wiadomo, czym to „picie na...
Marcin Wolski
„Z pewnymi poglądami się nie dyskutuje” - orzekają koryfeusze „salonu”. A próby jakiegokolwiek dialogu, podejmowane przez najtęższe umysły drugiej strony w rodzaju prof. Krasnodębskiego, komentowane są krótko – „Krasnodębski, tego się nie czyta”. Podobnie „nie czyta” się publicystyki Łysiaka, prozy Wolskiego czy poezji Rymkiewicza (kiedyś się czytało i cmokało, teraz już nie) . W ogóle na herezją zakrawa teza, że JEST jakaś druga strona. Jest świat rozumny, piękny i cywilizowany i jakieś marginalia, paskudztwa, śmieci, którymi nie warto się zajmować. Ludzie i Podludzie, Eloje i Morlokowie! Niepostrzeżenie w naszym wspaniałym świecie rozprzestrzeniły się praktyki z czasów totalitarnych. Nie ma miejsca na dyskusje z osobami uznanymi za niegodnych dyskusji. Jeśli orzeczono kiedyś,...
„Ja, członek organizacji »Miecz i Pług« przysięgam wobec Boga Wszechmogącego wierność dla sprawy Ojczyzny. Dla dobra Polski, Jej wyzwolenia i potęgi pracę i siły swe oddaję. Sprawiedliwy ustrój społeczny, zdrowie moralne jednostki, rodzin i Narodu szerzyć, wyzysk i zakłamanie zwalczać obiecuję. Posłuszeństwo organizacyjne dla dobra Sprawy zachować będę. Przysięgam tajność organizacji. Śmierć jest zapłatą za zdradę. Tak mi dopomóż Bóg”. Organizacja „Miecz i Pług” („MiP”) powstała w październiku 1939 r. (nazwę nadano dopiero miesiąc później, nawiązując do tytułu własnej gazety konspiracyjnej). Jej duchowym i politycznym przywódcą był ksiądz Leon Poeplau „Wolan”. Początki działalności W początkowej fazie działalności organizacja miała niewielki zasięg, koncentrowała się bowiem tylko...

Pages