ŚWIĘCI DYGRESYJNI

Tak przy okazji. Cisza ma swoje stałe miejsce w lekturze. Po pierwsze, w pewnym momencie ludzie nauczyli się czytać bezgłośnie. Od tego czasu uciszamy wszystkich, który pałętają się wokół nas w czasie lektury. Warczymy i syczymy. Słychać ciężkie kroki, zamykane okna. „Drzwi jęczały, puściła już jedna zawiasa”. Możemy też doświadczać ciszy płynącej z samej lektury. To sztuka opisać ciszę. Goethe potrafił. Zofia Kossak też całkiem nieźle sobie radzi: „Cisza zaległa pod dachem”. Albo też: „Przycichła woda na moment, skupiła się w sobie zdumiona”. Jest też jeszcze inny rodzaj ciszy – taki, którego doświadczamy w czasie nieuniknionych przerw w czytaniu. Na przykład wtedy, gdy przewracamy kartki. Ten ostatni rodzaj ciszy ma swój odpowiednik w popijaniu piwa przez gawędziarza albo w przypaleniu fajki. Słuchacze niecierpliwą się wtedy, ale też i samo napięcie rośnie. Dobry gawędziarz wiedział, kiedy ma popić piwo. Nasze mechanicznie składane strony już tego nie wiedzą. Dobry gawędziarz wiedział także, kiedy zrobić dygresję i – co ważniejsze – kiedy ją zakończyć. Wracamy zatem do „Szaleńców Bożych”. Za książką stoi pomysł, który jest stary jak chrześcijaństwo. Wiąże on świętość z szaleństwem. Dość wrażliwe na ten wątek jest chrześcijaństwo wschodnie. Wśród chrześcijańskich Greków była postać świętego dość dziwacznego. Nazywano go salos – szaleniec. Dla Rosjan to zaś jurodiwy. Był, na przykład, taki święty Andrzej (Andreas) z Konstantynopola – na Rusi czczony jako Andriej Carogradzki
     
37%
pozostało do przeczytania: 63%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze