Czytanie Wasilewskiego

Leon Wasilewski, ojciec niesławnej Wandy, jeden z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, należy do grupy twórców polskiej niepodległości. To on formułował zasadnicze elementy jej polityki wschodniej, m.in. jako negocjator pokoju z Sowietami, wcześniej uczestnik konferencji wersalskiej. Muzeum Historii Polski przypomniało ostatnio jego książkę o komendancie: „Piłsudski, jakim go znałem”. Proponuję ją na końcówkę lata, tuż przed wrześniem, przed kolejną rocznicą wybuchu II wojny światowej, która zmiotła z powierzchni ziemi to, co pokolenie Wasilewskiego z trudem budowało.

Proponuję nieprzypadkowo, bo śledząc w ostatnim czasie rankingi czytelnicze, ze zdziwieniem odkryłem, że wśród książek, które tzw. Polacy kupują najchętniej, są wspomnienia córki Wojciecha Jaruzelskiego, którego nie wiadomo, z jakiego powodu, tytułuje się cały czas generałem, jakby bycie watażką obcego mocarstwa w jakikolwiek sposób uprawniało do posługiwania się honorami Wojska Polskiego.

Więc takie porównanie narzuca się samo, że przed wojną można było liczyć na wspomnienia o Piłsudskim, a teraz na tanie wynurzenia o komunistycznym dyktatorze. Być może nie ma lepszego sposobu na to, by pokazać, jak bardzo spsiała nasza rzeczywistość i jak mało w niej sensownych wzorów, skoro Jaruzel jest w każdej księgarni, a o Piłsudskiego trzeba się nieźle postarać. Ja polecam odrobinę wysiłku i wyszukanie tej książki.
Może i Wasilewski buduje Piłsudskiemu pomnik i za rzeczową biografię trudno tę książkę uznać.

To rzeczywiście wspomnienia, notatki, impresje, anegdoty – źródło, do którego należy podchodzić krytycznie, ale tak sobie myślę, że skoro do wynurzeń Jaruzelskiego i jego córki tak wiele osób podchodzi bezkrytycznie, to już lepiej, żeby czytali o Piłsudskim, wszystkim to wtedy wyjdzie na zdrowie. Całe to bajanie o krytycznym podejściu do historii, jakie w ostatnim czasie się proponuje, i tak nie zdaje egzaminu, bo po obaleniu tak...
[pozostało do przeczytania 41% tekstu]
Dostęp do artykułów: