Wolałbym nie

Czy potrafimy wyrażać własną wolę? W życiu, w wyborach, wszędzie? Czy akceptujemy wolę innych? Czy szanujemy ich intymność? A może żyjemy w tym potwornym świecie, w którym wszystkie działania jednostki wyznacza wielkie społeczne ciało, z redaktorami, wodzami i podglądaczami?

Herman Melville, autor świetnie znanego czytelnikom Moby Dicka (tu na marginesie warto odnotować niedawną premierę w Operze Narodowej inscenizacji tego dzieła z librettem Krzysztofa Koehlera), pozostawił w swojej spuściźnie także niewielkie dziełko, jakbyśmy w Polsce powiedzieli, nowelkę, „Kopista Bartleby. Historia z Wall Street”. Rzecz, którą wszystkim chciałbym polecić na obecne plażowanie. Nie tylko dlatego, że krótkie, a wiadomo, że na słońcu czyta się krótkie rzeczy, lecz także dlatego, że książka na lato nie powinna być głupia. Wakacje mają coś z porządnych rekolekcji, jest to czas nam dany, więc korzystajmy.

Dlaczego „Kopista…”? Jeden z najbardziej osobliwych utworów, jakie wydała amerykańska literatura XIX wieku. W biurze na Wall Street zatrudnia się młody kopista. Wyróżnia się rzetelnością. Pewnego dnia zaczyna jednak odmawiać wykonywania poleceń, zarzuca kolejne zadania, zawsze z odpowiedzią „I would prefer not to” – wolałbym nie. Wolałby nie robić tego zadania i innego. Ostatecznie niczego wolałby nie robić, nocuje w biurze i wolałby z niego nie wychodzić. Kiedy zostaje zwolniony, również nie opuszcza biura, wolałby tego nie robić. Wyprowadzić z lokalu musi się więc pracodawca, który zauważa, że i on sam oraz inni pracownicy coraz częściej wypowiadają formuły, w których zawarta jest ich wola.
Wola innych może nas ograniczać, może siać zamęt w stosunkach międzyludzkich. W purytańskim społeczeństwie Ameryki tamtego czasu musiała siać zgorszenie i niezrozumienie, ale jednak to ona jest najlepszą obroną ludzkiej intymności. Ile to razy chcielibyśmy w różnych sytuacjach wypowiedzieć owe zdanie „Wolałbym nie” i chcielibyśmy, aby inni milcząco...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: