Magdalena Złotnicka

Jakoś na początku lat 70. XX wieku Antoni Gołubiew zaniósł jedną ze swych powieści do Wydawnictwa Literackiego. Wydawcy przeczytali ją i wyrazili wolę druku. Jednak w pisarzu narosły wątpliwości, czy powieść aby na pewno jest dobra. Rozterki były tak daleko posunięte, że w pewnym momencie pisarz zaczął wręcz… wyrywać rękopis wydawcy. Tamten ciągnął maszynopis w swoją stronę, Gołubiew w swoją. W końcu wydawca ustąpił. Pięć lat później książka nadal była nieskończona. Historia o przepychance w Wydawnictwie Literackim nie jest bynajmniej złośliwą plotką, rozpuszczoną przez literacką konkurencję, sam Gołubiew opowiedział ją Stefanowi Kisielewskiemu („Tygodnik Powszechny”, „Rozmówki z Gołubiewem”, 15 czerwca 1975 roku). Sekretarz redakcji „Nowego...
Kiedyś zaprosił zagranicznych przyjaciół na kolację. Oczywiście gotować jej nie zamierzał, nazamawiał rozmaitych potraw i wyjechał na dwa dni do Londynu. Powrócił w dniu imprezy. Podano potrawy, m.in. barszcz, który wzbudził ogólny aplauz. Wówczas Konstanty Aleksander Jeleński stwierdził, że zupa smak zawdzięcza temu, iż gotował ją przez 48 godzin. Zapytany o to, jakim cudem, skoro był w Londynie, odparł, że… zostawił na ten czas garnek na bardzo małym ogniu. Historię z barszczem wspominał na łamach „Zeszytów Literackich” (1998, nr 61) Rafael Martinez w tekście zatytułowanym „Dni z Kotem” (tekst przetłumaczony przez Wojciecha Karpińskiego). Kot – tak bowiem zdrobniale mówiono o Konstantym – nie napisał żadnego opus magnum. Zostało po nim nieco...
January Grzędziński był zbyt stary, by wtrącenie go do więzienia za buntowanie się przeciw PRL przeszło bez echa. Organa śledcze postanowiły więc poradzić sobie z nim w inny sposób. Na ich zlecenie prof. Helena Flatau-Kruszewska zbadała jego stan zdrowia. Stwierdziła, że ma lekkomyślny stosunek do życia, nie docenia pobłażliwości Polski Ludowej względem własnej osoby i powinno się go poddać obserwacji w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. – Lekkomyślnemu stosunkowi do życia zawdzięczam Virtuti Militari – podsumował diagnozę pisarz. Powyższy dialog wspominała Aniela Steinbergowa, a przytaczam go za Joanną Siedlecką, która Grzędzińskiemu poświęciła jeden z rozdziałów „Obławy”. Poza tym rozdziałem, ponadto książką „O człowieku, który się nie zgadzał”...
Książki Kornela Makuszyńskiego cieszyły się taką popularnością wśród najmłodszych, że czasami prowadziło to do wręcz groźnych wypadków. Jeden z jego młodych fanów postanowił sprawdzić, czy w uchu da się upchnąć tyle przedmiotów, ile wcisnął tam szewc Kopytko, bohater jednej z historyjek Makuszyńskiego. Życie to nie bajka, więc oczywiście się nie udało. Nieszczęsny dzieciak przeżył bliskie spotkanie z chirurgiem. Powyższą anegdotę opisano w tekście „Można pęknąć ze śmiechu”, zamieszczonym na łamach „Gazety Krakowskiej” 31 lipca 1988 roku. Kornel Makuszyński kojarzy się przede wszystkim z twórczością dla najmłodszych, chyba każdy zetknął się z jego dziełami jeszcze w szkole podstawowej. Autor „Szatana z siódmej klasy” urodził się 8 stycznia...
Jerzy Waldorff zaparł się, że wykupi zakopiańską willę Atma i zrobi w niej Muzeum Karola Szymanowskiego. W tym celu ogłosił zbiórkę publiczną. Któregoś dnia zgłosił się do niego przedstawiciel kapeli grającej rock and rolla zwącej się Niebiesko-Czarni i zaproponował 30 tys. zł na wykup Atmy, o ile Waldorff zapowie koncert zespołu w Sali Kongresowej PKiN. Ten się zgodził. W dniu koncertu wyszedł przed kurtynę i usłyszał dziki ryk 4 tys. nastolatków. „Gdzie jest Puzon?” – darła się młodzież, dopytując się w ten sposób o legendarnego jamnika Waldorffa. „Kochani! Gdyby dzisiaj żył Szymanowski, to komponowałby wyłącznie rock and rolla. A Puzon zawsze z wami” – odwrzasnął i dostał gromkie brawa. Listopad, czyli...

Pages