Magdalena Złotnicka

Redakcja „Współczesności” mieściła się niedaleko pomnika Kopernika i sławnej „Harendy”. Jedno z kolegiów redakcyjnych zostało przerwane dramatycznym wejściem szatniarza z rzeczonego lokalu. „Brychta biją” – krzyknął do Romana Śliwonika. Kolegium przerwano, dziennikarze ruszyli na odsiecz. Po bohaterskim uratowaniu Andrzeja Brychta towarzystwo wróciło do siebie, by kontynuować kolegium. W moim rodzinnym domu stał kiedyś biały regał. Nic nadzwyczajnego, ot, sklejka typowa dla produkcji meblowej wczesnych lat 90. Regał wypchany był książkami moich rodziców, a ja, kiedy nie patrzyli, wybierałam z niego coś na chybił trafił, najczęściej kierując się urodą okładek. Potem czytałam zachłannie, często zresztą nawet nie do końca rozumiejąc, co czytam. Mając 13 lat,...
Powieści Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim były tak popularne, że pewnego razu do pisarza podeszła jakaś szycha z wydawnictwa Śląsk i zaproponowała, by może w jednej z książek napisać, że niby Tomek uwalnia w Rosji Feliksa Dzierżyńskiego. Autorowi nie w smak było pakować do swojego wyidealizowanego świata krwawego Feliksa, ale odmowa mogła mieć przykre konsekwencje. „Jak taki mały Tomek miałby uwolnić takiego wielkiego bohatera?” – wybrnął ostatecznie. Chciałbym być zawsze niewinny i prawdziwy, chciałbym być zawsze pełen wiary i nadziei, tak jak Bolek i Lolek, Tytus, Romek i A’Tomek, dzieci z Bullerbyn, Tomek na tropach Yeti” – to dramatyczne wyznanie, wyśpiewywane przez rockową grupę Hurt z Wrocławia, kojarzy zapewne każdy z mojego pokolenia i kilka pokoleń młodszych, a i...
Agnieszka Osiecka wspominała, jak na jakichś wakacjach siedziała z koleżanką w pokoju zajmowanym przez pisarza Jerzego Andrzejewskiego. Pili gin, gadali. W pewnym momencie Andrzejewski poczuł się zmęczony trajkotaniem podchmielonych panienek. Udał więc bardziej pijanego, niż był, i mówi do swojego znajomego: „Słuchaj, czy my jesteśmy u nich, czy one są u nas? Bo jeżeli my jesteśmy u nich, to ja bym już poszedł”. Powyższą historyjkę wspominała sama Osiecka („Zdjęcia czarno-białe”, „Polityka”, 17 grudnia 1988 rok) kilka lat po śmierci pisarza. Mówiła też, że z początku nie przepadała za Andrzejewskim, zresztą z wzajemnością. „Myślałem, że ma pani oczy głodnej wdowy, ale z bliska, to tak nie jest” – powiedział jej kiedyś, gdy już się...
Eseista Jerzy Stempowski wielokrotnie wysławiał znajomość klasyków literatury jako mającą zastosowanie praktyczne. Na dowód przytaczał anegdotę o młodym człowieku, który musiał kupić konia. Nie mając o koniach bladego pojęcia, przypomniał sobie, jak zwierzę to opisywał William Szekspir. Kierując się tym tropem, nabył najlepszy z oferowanych egzemplarzy.  Opowiastkę o koniu przytacza Andrzej Stanisław Kowalczyk („Uśmiech moralisty”, „Zeszyty Literackie” nr 3, 2015 rok). O Stempowskim napisano całkiem sporo, chociażby kilka lat temu w „Magazynie Świątecznym” „Gazety Wyborczej” ukazał się obszerny i – trzeba powiedzieć uczciwie – bardzo ładny literacki reportaż Magdaleny Grochowskiej „Jerzy Stempowski. Zachować przytomność w czasach szaleństwa...
Pisarzowi Jerzemu Jochimkowi Polska Ludowa się nie podobała. Marzył o tym, by się z niej wydostać. W tym celu we własnym domu postanowił własnoręcznie zbudować katamaran, którym następnie chciał dopłynąć gdzieś, gdzie nie docierają sowieckie wpływy. Niestety po zwodowaniu okazało się, że łajba przecieka. Jochimek musiał więc szukać innych metod ucieczki. O tym budowaniu katamaranu wspominają m.in. Krystyna Stołecka („Jerzy Jochimek – postać fikcyjna”, „Tygiel Kultury” nr 10/12 2009), która zresztą była uczennicą Jochimka, czy Joanna Leszczyńska w tekście „Łódź – ostatni port” („Polska. Dziennik Łódzki”, 2 października 2009). Rozproszone notatki w prasie, zwłaszcza łódzkiej, bo przecież stamtąd właśnie Jochimek pochodził, więc lokalne gazety chętnie...

Pages