Magdalena Złotnicka

Agnieszka Osiecka wspominała, jak na jakichś wakacjach siedziała z koleżanką w pokoju zajmowanym przez pisarza Jerzego Andrzejewskiego. Pili gin, gadali. W pewnym momencie Andrzejewski poczuł się zmęczony trajkotaniem podchmielonych panienek. Udał więc bardziej pijanego, niż był, i mówi do swojego znajomego: „Słuchaj, czy my jesteśmy u nich, czy one są u nas? Bo jeżeli my jesteśmy u nich, to ja bym już poszedł”. Powyższą historyjkę wspominała sama Osiecka („Zdjęcia czarno-białe”, „Polityka”, 17 grudnia 1988 rok) kilka lat po śmierci pisarza. Mówiła też, że z początku nie przepadała za Andrzejewskim, zresztą z wzajemnością. „Myślałem, że ma pani oczy głodnej wdowy, ale z bliska, to tak nie jest” – powiedział jej kiedyś, gdy już się...
Eseista Jerzy Stempowski wielokrotnie wysławiał znajomość klasyków literatury jako mającą zastosowanie praktyczne. Na dowód przytaczał anegdotę o młodym człowieku, który musiał kupić konia. Nie mając o koniach bladego pojęcia, przypomniał sobie, jak zwierzę to opisywał William Szekspir. Kierując się tym tropem, nabył najlepszy z oferowanych egzemplarzy.  Opowiastkę o koniu przytacza Andrzej Stanisław Kowalczyk („Uśmiech moralisty”, „Zeszyty Literackie” nr 3, 2015 rok). O Stempowskim napisano całkiem sporo, chociażby kilka lat temu w „Magazynie Świątecznym” „Gazety Wyborczej” ukazał się obszerny i – trzeba powiedzieć uczciwie – bardzo ładny literacki reportaż Magdaleny Grochowskiej „Jerzy Stempowski. Zachować przytomność w czasach szaleństwa...
Pisarzowi Jerzemu Jochimkowi Polska Ludowa się nie podobała. Marzył o tym, by się z niej wydostać. W tym celu we własnym domu postanowił własnoręcznie zbudować katamaran, którym następnie chciał dopłynąć gdzieś, gdzie nie docierają sowieckie wpływy. Niestety po zwodowaniu okazało się, że łajba przecieka. Jochimek musiał więc szukać innych metod ucieczki. O tym budowaniu katamaranu wspominają m.in. Krystyna Stołecka („Jerzy Jochimek – postać fikcyjna”, „Tygiel Kultury” nr 10/12 2009), która zresztą była uczennicą Jochimka, czy Joanna Leszczyńska w tekście „Łódź – ostatni port” („Polska. Dziennik Łódzki”, 2 października 2009). Rozproszone notatki w prasie, zwłaszcza łódzkiej, bo przecież stamtąd właśnie Jochimek pochodził, więc lokalne gazety chętnie...
W domu Grażyny Kresowatej, która od lat przyjaźniła się z Marianną Bocian, zadzwonił telefon. W słuchawce odezwał się głos poetki, która zapytała, co u Kresowatej dziś na obiad. Kiedy dowiedziała się, że Grażyna i jej mąż Zbigniew – nawiasem mówiąc, też poeta – jedzą lubiane przez nią łazanki, stwierdziła krótko: „O, k…wa, to przyjeżdżam”. Wspomnienie o łazankach znalazłam w tekście Barbary Soli („Poetka, która uwielbiała łazanki, kradła z klombów i paliła jak smok”, „Gazeta Wrocławska” nr 72, 2010). Rozproszone po gazetach artykuły, wiersze, które dziś kojarzą naprawdę nieliczni (ale kto dziś w ogóle kojarzy poezję wychodzącą poza kanony lektur szkolnych?!), a przede wszystkim legenda i opowieść o ekscentryczce,...
Tadeusz Dołęga-Mostowicz polował kiedyś z pewnym mężczyzną w okolicach Sikorza. Z polowania kompan pisarza przyniósł jednego lisa, Mostowicz – aż trzy. Skwaszony był jednak jak nieszczęście i wydawało się, że wcale nie cieszy się z sukcesu łowieckiego. Pytają go, co mu tak psuje nastrój. A pisarz tłumaczy, że ustrzelili cztery lisy w 15 sekund. Nikt więc mu nie uwierzy, że upolował zwierzaki tak szybko, bo żeby chociaż w piętnaście minut... A tak – będą mu zarzucać, że jest blagier! Wspomnianą anegdotę przytacza Joanna Siedlecka („Mostuchna”, „Pani” nr 6, 1997). Jej bohater, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, znany jest przede wszystkim z powieści „Kariera Nikodema Dyzmy”. Właśnie ta książka, choć niewątpliwie jedna z lepszych w ...

Pages