Magdalena Złotnicka

W czasach gdy Paweł Hertz pisywał w „Kuźnicy”, polemizował z nim piszący dla „Tygodnika Powszechnego” Stefan Kisielewski. Któregoś razu Kisiel stwierdził, że nie może z Hertzem dyskutować, bo nie ma wolności wypowiedzi. Na to Hertz wystosował do Kisiela prywatny list, że przecież Kisiel nie powie, że jest cenzura. Publicysta „Tygodnika” odpisał, wysyłając wycinki tejże cenzury. Wówczas Hertz honorowo rozstał się z „Kuźnicą”. „Kuźnica”, dodajmy gwoli wyjaśnienia, było to czasopismo sprzyjające władzy ludowej, a znaczna część autorów albo miała poglądy marksizujące, albo udawała, że takie ma. Honorowe rozstanie się Hertza z „Kuźnicą” opisał sam Kisiel w „Abecadle”. Opowieść dość dobrze ilustruje podejście Hertza do PRL-u, z którym...
Śmierdzący pleśnią piwniczny korytarz, może sowieckie pokrzykiwania. Może ręce, związane na plecach powrozem, zaczęły się pocić. Strach? Zapewne, ale raczej o to, że nie zobaczy już żony i syna. Potem pomieszczenie bez okien, przyłożony do karku nagan kaliber 7,62 mm. Strzał. A potem czerń nocy, cisza – tak mogły wyglądać ostatnie chwile poety Władysława Sebyły. Gdyby dane mu było przeżyć wojnę, z całą pewnością dziś należałby do panteonu polskich poetów, wymieniano by go jednym tchem na przykład razem z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim, z którym zresztą się przyjaźnił. Zapewne stanąłby przed wyborami swojego pokolenia: emigrować?, buntować się?, jakoś sobie ułożyć życie w Polsce Ludowej? Tych wyborów oszczędziła mu sowiecka kula. Zastrzelony...
Jakoś na początku lat 70. XX wieku Antoni Gołubiew zaniósł jedną ze swych powieści do Wydawnictwa Literackiego. Wydawcy przeczytali ją i wyrazili wolę druku. Jednak w pisarzu narosły wątpliwości, czy powieść aby na pewno jest dobra. Rozterki były tak daleko posunięte, że w pewnym momencie pisarz zaczął wręcz… wyrywać rękopis wydawcy. Tamten ciągnął maszynopis w swoją stronę, Gołubiew w swoją. W końcu wydawca ustąpił. Pięć lat później książka nadal była nieskończona. Historia o przepychance w Wydawnictwie Literackim nie jest bynajmniej złośliwą plotką, rozpuszczoną przez literacką konkurencję, sam Gołubiew opowiedział ją Stefanowi Kisielewskiemu („Tygodnik Powszechny”, „Rozmówki z Gołubiewem”, 15 czerwca 1975 roku). Sekretarz redakcji „Nowego...
Kiedyś zaprosił zagranicznych przyjaciół na kolację. Oczywiście gotować jej nie zamierzał, nazamawiał rozmaitych potraw i wyjechał na dwa dni do Londynu. Powrócił w dniu imprezy. Podano potrawy, m.in. barszcz, który wzbudził ogólny aplauz. Wówczas Konstanty Aleksander Jeleński stwierdził, że zupa smak zawdzięcza temu, iż gotował ją przez 48 godzin. Zapytany o to, jakim cudem, skoro był w Londynie, odparł, że… zostawił na ten czas garnek na bardzo małym ogniu. Historię z barszczem wspominał na łamach „Zeszytów Literackich” (1998, nr 61) Rafael Martinez w tekście zatytułowanym „Dni z Kotem” (tekst przetłumaczony przez Wojciecha Karpińskiego). Kot – tak bowiem zdrobniale mówiono o Konstantym – nie napisał żadnego opus magnum. Zostało po nim nieco...
January Grzędziński był zbyt stary, by wtrącenie go do więzienia za buntowanie się przeciw PRL przeszło bez echa. Organa śledcze postanowiły więc poradzić sobie z nim w inny sposób. Na ich zlecenie prof. Helena Flatau-Kruszewska zbadała jego stan zdrowia. Stwierdziła, że ma lekkomyślny stosunek do życia, nie docenia pobłażliwości Polski Ludowej względem własnej osoby i powinno się go poddać obserwacji w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. – Lekkomyślnemu stosunkowi do życia zawdzięczam Virtuti Militari – podsumował diagnozę pisarz. Powyższy dialog wspominała Aniela Steinbergowa, a przytaczam go za Joanną Siedlecką, która Grzędzińskiemu poświęciła jeden z rozdziałów „Obławy”. Poza tym rozdziałem, ponadto książką „O człowieku, który się nie zgadzał”...

Pages