Chrzan celebryta i kariera parweniusza

Tadeusz Dołęga-Mostowicz polował kiedyś z pewnym mężczyzną w okolicach Sikorza. Z polowania kompan pisarza przyniósł jednego lisa, Mostowicz – aż trzy. Skwaszony był jednak jak nieszczęście i wydawało się, że wcale nie cieszy się z sukcesu łowieckiego. Pytają go, co mu tak psuje nastrój. A pisarz tłumaczy, że ustrzelili cztery lisy w 15 sekund. Nikt więc mu nie uwierzy, że upolował zwierzaki tak szybko, bo żeby chociaż w piętnaście minut... A tak – będą mu zarzucać, że jest blagier!

Wspomnianą anegdotę przytacza Joanna Siedlecka („Mostuchna”, „Pani” nr 6, 1997). Jej bohater, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, znany jest przede wszystkim z powieści „Kariera Nikodema Dyzmy”. Właśnie ta książka, choć niewątpliwie jedna z lepszych w dorobku pisarza, zawsze stanowiła dla mnie problem. Nie chodzi nawet o to, że parę razy, gdy udało mi się zrealizować jakieś nierealizowalne zadanie dzięki zwykłej bezczelności, z właściwym sobie krytycyzmem stwierdzałam, że „Dyzma to ja” (co oczywiście było objawem dziwnego poczucia humoru – aż tak źle jednak o sobie nie myślę). Rzecz w tym, czy „Dyzmę” należy czytać w kontekście historycznym – tzn. patrząc na motywację autora, czy też jako dzieło ponadczasowe. Jeśli w tym pierwszym – trzeba powiedzieć wprost: „Kariera Nikodema Dyzmy” była ciętą satyrą na rządy sanacji. Zresztą dzięki temu na tę pozycję życzliwym okiem w okresie Polski Ludowej patrzyli komuniści. O ile oczywiście nie doszli do wniosku, że jest to satyra na każdą władzę. Wówczas olśniło ich, że można odczytywać tę książkę także w kontekście władzy komunistów i już tacy życzliwi nie byli. Ale o tym później.
Mostowiczowi udało się stworzyć satyrę na wypaczenia mechanizmów każdej władzy. Niezależnie od tego, co było impulsem twórczym, książka rzeczywiście jest ponadczasowa. I nieważne, jakie poglądy polityczne mamy, kogo popieramy, po każdej stronie znajdzie się jakiś „Dyzma”.

Dziennikarzyna „słoik”
Tadeusz Dołęga-...
[pozostało do przeczytania 89% tekstu]
Dostęp do artykułów: