Apelacja popiołów

Agnieszka Osiecka wspominała, jak na jakichś wakacjach siedziała z koleżanką w pokoju zajmowanym przez pisarza Jerzego Andrzejewskiego. Pili gin, gadali. W pewnym momencie Andrzejewski poczuł się zmęczony trajkotaniem podchmielonych panienek. Udał więc bardziej pijanego, niż był, i mówi do swojego znajomego: „Słuchaj, czy my jesteśmy u nich, czy one są u nas? Bo jeżeli my jesteśmy u nich, to ja bym już poszedł”. Powyższą historyjkę wspominała sama Osiecka („Zdjęcia czarno-białe”, „Polityka”, 17 grudnia 1988 rok) kilka lat po śmierci pisarza. Mówiła też, że z początku nie przepadała za Andrzejewskim, zresztą z wzajemnością. „Myślałem, że ma pani oczy głodnej wdowy, ale z bliska, to tak nie jest” – powiedział jej kiedyś, gdy już się polubili. Strasznie nie lubię określeń „kontrowersyjna” i „skomplikowana” w odniesieniu do biografii pisarzy czy poetów. Słowa te są bowiem zarazem banalne i usiłujące usprawiedliwiać. Już słowo „niejednoznaczna”, choć też należy do oklepanych, jest bardziej neutralne znaczeniowo. Skąd ten wstęp? Właściwie większość osób piszących o Jerzym Andrzejewskim używa podobnych terminów. Tymczasem zaś sprawa jest prosta i jednoznaczna: Andrzejewski był pisarzem sławiącym reżim Polski Ludowej, a później został pisarzem opozycyjnym. Nie ma w tym nic skomplikowanego ani nawet oryginalnego. Literatów, którzy – czy to zaślepieni ideologią, czy też ze względów koniunkturalnych – poszli na lep systemu, a potem się obudzili i działali w opozycji,
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze