Podróże zagubionej Kasandry

Eseista Jerzy Stempowski wielokrotnie wysławiał znajomość klasyków literatury jako mającą zastosowanie praktyczne. Na dowód przytaczał anegdotę o młodym człowieku, który musiał kupić konia. Nie mając o koniach bladego pojęcia, przypomniał sobie, jak zwierzę to opisywał William Szekspir. Kierując się tym tropem, nabył najlepszy z oferowanych egzemplarzy.  Opowiastkę o koniu przytacza Andrzej Stanisław Kowalczyk („Uśmiech moralisty”, „Zeszyty Literackie” nr 3, 2015 rok). O Stempowskim napisano całkiem sporo, chociażby kilka lat temu w „Magazynie Świątecznym” „Gazety Wyborczej” ukazał się obszerny i – trzeba powiedzieć uczciwie – bardzo ładny literacki reportaż Magdaleny Grochowskiej „Jerzy Stempowski. Zachować przytomność w czasach szaleństwa”.  Ja sama zabierałam się do niniejszego tekstu ze sporą niechęcią. Choć bowiem wiele publikacji Stempowskiego jest świeżych i odkrywczych – na przykład tuż po wojnie potrafił dostrzec w Niemcach ludzi, nie dając się tym samym zaślepić zemście – i, patrząc od strony literackiej, był jednym z ciekawszych autorów „Kultury”, to zarazem niektóre jego uwagi czy poglądy skłaniają do odbrązowienia tego naprawdę utalentowanego eseisty. Szczerze mówiąc, najchętniej skupiłabym się na tych jego esejach, które poświęcone są podróżom, a resztę bym pominęła. Ewentualnie wspomniałabym o bardzo pięknej miłości do umierającej kobiety i o tym, jak z tą kobietą Stempowski przemierzał Karpaty, a po jej śmierci pisał do jej cienia. Jednak
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze