Poemat o czerwonych plamach

We wrześniu 1939 roku Adam Ważyk uciekał z Warszawy w stronę Brześcia. Po drodze, w Siedlcach, przeżył nalot niemieckich samolotów. Przeczekał go w rowie wraz z licznymi nieznajomymi sobie ludźmi. Gdy nalot się skończył, naskoczył na niego jakiś mężczyzna z pytaniem: „Dlaczego Pan się śmieje?”, bo Ważyk mimowolnie przez cały nalot uśmiechał się ironicznie. „Czytałem Fiodora Dostojewskiego i też się śmiałem” – odpowiedział obronnie poeta.

Powyższą historię wspominał sam Ważyk w zbiorze esejów „Kwestia gustu”. By anegdota była pełna, warto wyjaśnić, dlaczego poeta powiedział akurat o Dostojewskim. Otóż w czasach szkolnych jeden z kolegów Ważyka właśnie po lekturze Dostojewskiego stracił poczucie sensu życia i usiłował się zabić. „Kwestię gustu”, swego rodzaju pamiętnik literacki, nawet dziś czyta się lekko i z przyjemnością. Ważykowi trudno bowiem odmówić dwóch rzeczy – inteligencji i talentu. Jeśli chodzi o ich wykorzystanie, tu sprawa jest co najmniej dyskusyjna. W świadomości historycznej Polaków Ważyk zapisał się głównie jako autor „Poematu dla dorosłych”, traktowanego jako odcięcie się od socjalizmu. Przed 1955 rokiem – jakby go nie było. No dobrze, ktoś może wspomni zdawkowo o tym, że należał do futurystów. Tymczasem biografia Ważyka jest zdecydowanie bardziej skomplikowana.

Skórzana teczka i nudne powieścidło
Adam Wagman, bo tak naprawdę nazywał się poeta, przyszedł na świat 17 listopada 1905 r. w rodzinie mieszczańskiej. Jak zaznacza Kazimierz Koźniewski w tekście „Śmierć Adama Apostaty” („Tu i Teraz”, 3 listopada 1982 r.), była to jedna „z tych rodzin żydowskich zasymilowanych lub asymilujących się, które tak wspaniały aport dały do polskiej nauki, sztuki, kultury, do polskości w ogóle”. Co do polskości wniósł sam Ważyk? O tym później. Na razie młody Adam bardzo szybko uczył się czytać i pisać, ale – jak wspominał po latach – nie dostawał nic do czytania. „Uważano widocznie, że jestem na to za...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: