Zielony Rycerz i ucięta dłoń bolszewika

W czasie studiów na Uniwersytecie w St. Andrews w Szkocji Jerzy Pietrkiewicz podnajmował pokój u gospodyni. Warunki były dobre, lecz nikt w domu nie korzystał z wanny, w środku pomalowanej na zielono. Młody Polak uparł się, by wziąć gorącą kąpiel. Gospodyni przypomniała, że wanna jest zielona, ale ostatecznie wyraziła zgodę. Gdy Pietrkiewicz wyszedł z parującej wody oblepiony zieloną farbą, która odlazła z wanny, a potem jeszcze przez tygodnie nie mógł się pozbyć zielonych plam na pośladkach, poniewczasie pojął ostrzeżenie Szkotki. Jak sam wspominał w autobiograficznej książce „Na szali losu”, po wyjściu z wanny wyglądał jak Zielony Rycerz z poematu, który wówczas znajdował się na jego liście lektur obowiązkowych na studia. Ciekawa jestem, ilu z Państwa cokolwiek powiedziało nazwisko bohatera anegdoty o zielonej wannie. Zakładam, że zapewne niewielu. Być może ci, którym bliska jest literatura angielska, będą mieli jakieś szersze skojarzenia. I słusznie. Jerzy Pietrkiewicz bowiem to kolejny – po Józefie Teodorze Konradzie Korzeniowskim, szerzej znanym jako Joseph Conrad – polski pisarz, który zrobił karierę, pisząc po angielsku. Także przytaczana przeze mnie książka „Na szali losu” powstała w języku Szekspira, na polski przełożono ją stosunkowo niedawno. Być może zresztą już w dzieciństwie widać było znaki, że przeznaczeniem Pietrkiewicza jest spowita mgłami Wielka Brytania. W swojej autobiografii pisarz wspominał, że imię otrzymał na cześć zwycięstwa
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze