Polski Kot na salonach Europy

Kiedyś zaprosił zagranicznych przyjaciół na kolację. Oczywiście gotować jej nie zamierzał, nazamawiał rozmaitych potraw i wyjechał na dwa dni do Londynu. Powrócił w dniu imprezy. Podano potrawy, m.in. barszcz, który wzbudził ogólny aplauz. Wówczas Konstanty Aleksander Jeleński stwierdził, że zupa smak zawdzięcza temu, iż gotował ją przez 48 godzin. Zapytany o to, jakim cudem, skoro był w Londynie, odparł, że… zostawił na ten czas garnek na bardzo małym ogniu.

Historię z barszczem wspominał na łamach „Zeszytów Literackich” (1998, nr 61) Rafael Martinez w tekście zatytułowanym „Dni z Kotem” (tekst przetłumaczony przez Wojciecha Karpińskiego). Kot – tak bowiem zdrobniale mówiono o Konstantym – nie napisał żadnego opus magnum. Zostało po nim nieco esejów, listów i szkiców literackich. Dlaczego więc warto przypomnieć jego sylwetkę? Po pierwsze dlatego, że choć stał w cieniu, to w słońce wypychał innych, promując tym samym na świecie polską literaturę, a po drugie dlatego, że będąc Europejczykiem pełną gębą, nie zaprzestał być zarazem Polakiem – w pewnym sensie stanowił model i Polaka, i Europejczyka. W podobnym duchu o postaci Jeleńskiego wypowiadał się Piotr Kłoczkowski, eseista i wydawca, który wybrał i opracował eseje Jeleńskiego „Chwile Oderwane”, w rozmowie z „Tygodnikiem Powszechnym” („Inteligencja Serca”, 20 kwietnia 2008 r.). „Jego postać może być swego rodzaju odpowiedzią na trudną sytuację, którą przeżywamy dzisiaj z naszą tożsamością, miejscem w Europie” – mówił. I przypominał opinię Witolda Gombrowicza, który powiedział, że jeśli za „Dziennikiem” kryje się jakaś realna postać, to tym kimś jest właśnie Konstanty Jeleński.

Wszechstronny rozwój z francuskim w tle
Można półżartem stwierdzić, że już sam rodowód Jeleńskiego skazywał go niejako na Europę właśnie. Na świat przyszedł 2 stycznia 1922 roku. Jego ojciec, również noszący imię Konstanty, był dyplomatą. Anna Bernat na łamach „Życia” („Natura...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: