Tolo niedźwiadek i wiosna na Bałutach

Jakoś na początku lat 70. XX wieku Antoni Gołubiew zaniósł jedną ze swych powieści do Wydawnictwa Literackiego. Wydawcy przeczytali ją i wyrazili wolę druku. Jednak w pisarzu narosły wątpliwości, czy powieść aby na pewno jest dobra. Rozterki były tak daleko posunięte, że w pewnym momencie pisarz zaczął wręcz… wyrywać rękopis wydawcy. Tamten ciągnął maszynopis w swoją stronę, Gołubiew w swoją. W końcu wydawca ustąpił. Pięć lat później książka nadal była nieskończona. Historia o przepychance w Wydawnictwie Literackim nie jest bynajmniej złośliwą plotką, rozpuszczoną przez literacką konkurencję, sam Gołubiew opowiedział ją Stefanowi Kisielewskiemu („Tygodnik Powszechny”, „Rozmówki z Gołubiewem”, 15 czerwca 1975 roku). Sekretarz redakcji „Nowego Państwa” zapewne uśmiechnie się, czytając początek niniejszego tekstu, ponieważ przy wszelkich publikacjach stacza ze mną podobne boje – do ostatniej chwili poprawiam, zmieniam i gdyby nie deadline, zapewne też mogłabym to robić w nieskończoność.  Gołubiewa deadline nie obowiązywał, a szkoda, zapewne wówczas zdecydowanie więcej z rozpoczętych przez niego publikacji zostałoby skończonych, wydanych.   Antoni Gołubiew znany jest przede wszystkim jako autor „Bolesława Chrobrego”. I słusznie, ponieważ z pewnością było to jego opus magnum, dzieło życia. Dzieło, które – zwłaszcza dziś – czyta się ciężko, ale które przeczytać warto. Dlaczego? O tym w stosownym miejscu. Nim znajdziemy się w puszczy, w której Bolesław Chrobry
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze