Ballada o synu premiera, co to w dzieje dawne uciekł

Był rok 1917. Do Władysława Grabskiego, późniejszego premiera RP, przyjechał w odwiedziny sławny młodopolski poeta Tadeusz Miciński. Miał dokonać przekładu wiersza Belmonta „Za wolność waszą i naszą”, który zamówiło u niego jakieś wydawnictwo. Zaproponował małoletniemu synowi Grabskiego, który już wówczas interesował się literaturą, by również zrobił przekład wiersza. Oba wysłano do wydawnictwa. Przekład Władysława Jana Grabskiego oceniono jako wierniejszy.

Historię o rywalizacji z Micińskim opowiadał sam W.J. Grabski w wywiadzie udzielonym Józefowi Szczypce i „Kierunkom”, opublikowanym 8 sierpnia 1965 roku. Pisarz, poeta, syn premiera i dziadek obecnej posłanki PO Małgorzaty Kidawy-Błońskiej został wsadzony do szufladki z napisem „pisarz katolicki”, a następnie w owej szufladzie skazany na zapomnienie. Owszem, istnieje biblioteka publiczna nosząca jego imię. Ze względu na przykrości, jakie spotkały go w związku z wierszem o Gałczyńskim, pakuje się go czasem do innej szuflady – „pisarz represjonowany”. I na tym koniec. Dodajmy do tego fakt, że ojciec, premier, nazywał się Władysław Grabski, on sam – Władysław Jan Grabski, a autor „Sagi o Jarlu Broniszu” zupełnie gubi nam się w pomroce dziejów, nieustająco mylony z własnym ojcem.
Może zresztą to zgubienie mu nie przeszkadza? Za życia sam chętnie uciekał w czasy minione. Gdy wokół szalała II wojna światowa, on rozpisywał się o Pomorzu i Bolesławie Chrobrym. Mimo wszystko postanowiłam Grabskiego przypomnieć. Grabskiego represjonowanego przez system PRL i Grabskiego współpracującego z Edwardem Ochabem. Grabskiego moralistę i Grabskiego, który rozpisuje się o rozmaitych trójkątach uczuciowych. Grabskiego potępiającego Piłsudskiego za zamach majowy i Grabskiego piszącego, że Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego zabił „humanistyczny wstyd”. Grabskiego niejednoznacznego.

O tym, dlaczego należy studiować to, czego się nie lubi
Startu życiowego – mimo że...
[pozostało do przeczytania 90% tekstu]
Dostęp do artykułów: