Chłop, geniusz, „majster” z Powiśla

Przewalając się na łóżku z boku na bok, w pewnym momencie Stefan Jaracz podjął decyzję, że zostanie aktorem. Wstał, pobiegł na krakowskie Krzemionki, żywo gestykulując, szukając środków scenicznego wyrazu. I tak machając rękami niechcący znalazł się na fortecznym terenie wojskowym. Austriacki żandarm wziął go za niebezpiecznego szpiega. Wspomnianą wyżej historyjkę Jaracz sam opisał w tekście „Moja pierwsza rola” („Teatr” 1950). Anegdota dobrze oddaje stosunek tego jednego z najwybitniejszych aktorów dwudziestolecia międzywojennego do wykonywanego zawodu. Jaracz był nie tylko zdolnym aktorem, lecz także człowiekiem – patrząc na pomysły i rozwiązania, na jakie wpadał – wyprzedzającym epokę teatralną, w której przyszło mu działać. Jednocześnie ten wieczny rewolucjonista i buntownik całe życie borykał się jeśli nie z kompleksem, to przynajmniej ze świadomością pochodzenia ze zdecydowanie innej niż jego koledzy po fachu sfery – z ludu. Na świat przyszedł 24 grudnia 1883 r. pod Tarnowem, konkretnie – w Żukowicach Starych. Jego ojciec, Jan, był nauczycielem z powołania, na tyle jednak biednym, że musiał dzierżawić grunty i prowadzić na nich przyszkolne gospodarstwo. Jednocześnie Edward Krasiński – autor wnikliwej i świetnie napisanej biografii aktora, zatytułowanej po prostu „Stefan Jaracz” – zaznacza, że nauczyciela wielokrotnie chwalono. Do tego stopnia, że w 1884 r. zdobył patent kwalifikacyjny, co wiązało się z podwyżką poborów. Matka Stefana pochodziła z
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze