Puzon, drań i armia nieboszczyków

Jerzy Waldorff zaparł się, że wykupi zakopiańską willę Atma i zrobi w niej Muzeum Karola Szymanowskiego. W tym celu ogłosił zbiórkę publiczną. Któregoś dnia zgłosił się do niego przedstawiciel kapeli grającej rock and rolla zwącej się Niebiesko-Czarni i zaproponował 30 tys. zł na wykup Atmy, o ile Waldorff zapowie koncert zespołu w Sali Kongresowej PKiN. Ten się zgodził. W dniu koncertu wyszedł przed kurtynę i usłyszał dziki ryk 4 tys. nastolatków. „Gdzie jest Puzon?” – darła się młodzież, dopytując się w ten sposób o legendarnego jamnika Waldorffa. „Kochani! Gdyby dzisiaj żył Szymanowski, to komponowałby wyłącznie rock and rolla. A Puzon zawsze z wami” – odwrzasnął i dostał gromkie brawa. Listopad, czyli miesiąc naznaczony przez zmarłych, począwszy od ich święta, Dnia Zadusznego, po zamierające drzewa, które pokrywają ulice żółto-czerwono-brązowym kobiercem liści. Listopad, miesiąc cmentarzy, bo u jego początku nekropolie mają swój wielki dzień, rozbłyskują milionami świec, mienią się wszystkimi kolorami kwiatów. Cmentarze, miejsca pamięci. Stare Powązki odwiedzam w Dzień Zaduszny, leży tam część rodziny, w tym niesamowicie utalentowana ciotka Asia, której wielką karierę przerwała przedwczesna śmierć. Jednak Powązki odwiedzam często nie tylko z myślą o niej. Cmentarz, położony przecież tak blisko ronda Radosława i szumiącego centrum handlowego, to ojczyzna ciszy. Na grób ciotki chodzę zawsze naokoło, po drodze czytam nazwiska na starych grobach, oglądam płaskorzeźby i 
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze