Marianna, czyli kamieniem w ZOMO

W domu Grażyny Kresowatej, która od lat przyjaźniła się z Marianną Bocian, zadzwonił telefon. W słuchawce odezwał się głos poetki, która zapytała, co u Kresowatej dziś na obiad. Kiedy dowiedziała się, że Grażyna i jej mąż Zbigniew – nawiasem mówiąc, też poeta – jedzą lubiane przez nią łazanki, stwierdziła krótko: „O, k…wa, to przyjeżdżam”. Wspomnienie o łazankach znalazłam w tekście Barbary Soli („Poetka, która uwielbiała łazanki, kradła z klombów i paliła jak smok”, „Gazeta Wrocławska” nr 72, 2010). Rozproszone po gazetach artykuły, wiersze, które dziś kojarzą naprawdę nieliczni (ale kto dziś w ogóle kojarzy poezję wychodzącą poza kanony lektur szkolnych?!), a przede wszystkim legenda i opowieść o ekscentryczce, wojowniczce i zarazie, która odcisnęła szczególne piętno na krajobrazie poetyckim Wrocławia – tyle zostało po poetce Mariannie Bocian. Sporo i zarazem niewiele. Choć przez znaczną większość życia związana była z Wrocławiem, na świat przyszła we wsi Bełcząc, dziś znajdującej się w województwie lubelskim, w powiecie radzyńskim, w gminie Czemierniki. Do 1998 roku wieś należała do województwa białopodlaskiego. W biogramach Bocian często pojawiają się wzmianki, że przyszła na świat w „niezamożnej rodzinie na Podlasiu”, 24 kwietnia 1942 roku, a więc – w czasie II wojny światowej. Podlasie było wówczas pod okupacją niemiecką, przypomnijmy bowiem, że w czerwcu 1941 roku III Rzesza zaatakowała Związek Sowiecki i zaanektowała te tereny. Na zajętych obszarach
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze