Ruscy złodzieje i cieknący katamaran

Pisarzowi Jerzemu Jochimkowi Polska Ludowa się nie podobała. Marzył o tym, by się z niej wydostać. W tym celu we własnym domu postanowił własnoręcznie zbudować katamaran, którym następnie chciał dopłynąć gdzieś, gdzie nie docierają sowieckie wpływy. Niestety po zwodowaniu okazało się, że łajba przecieka. Jochimek musiał więc szukać innych metod ucieczki. O tym budowaniu katamaranu wspominają m.in. Krystyna Stołecka („Jerzy Jochimek – postać fikcyjna”, „Tygiel Kultury” nr 10/12 2009), która zresztą była uczennicą Jochimka, czy Joanna Leszczyńska w tekście „Łódź – ostatni port” („Polska. Dziennik Łódzki”, 2 października 2009). Rozproszone notatki w prasie, zwłaszcza łódzkiej, bo przecież stamtąd właśnie Jochimek pochodził, więc lokalne gazety chętnie przypominały jego postać, książki, wydane po kilkudziesięciu latach od ich napisania przez bibliotekę „Tygla Kultury” – wiele po tym Jochimku nie zostało. Tymczasem ci, którzy zetknęli się z jego twórczością, są zdania, że jego nazwisko powinno być wymieniane w jednym rzędzie z Gustawem Herlingiem-Grudzińskim i Józefem Czapskim. Jochimek bowiem przeszedł przez łagry, m.in. przez Sorok-łag, i o łagrach pisał. Inaczej niż Grudziński, ale nie mniej wstrząsająco. Co więc się stało, że na jego książki trzeba było czekać tak długo? Po części zapewne opóźnienie to „zawdzięczamy” Jerzemu Giedroyciowi, który wyjątkowo w tym wypadku nie miał nosa i nie wyczuł dobrej literatury. „Zdaniem Giedroycia to, co napisałem, było
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.panstwo.net

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@swsmedia.pl

W tym numerze