Historia

Dariusz Jarosiński
Żołnierze mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” operujący latem i wczesną wiosną 1946 roku na Mazurach bardzo polubili tę krainę. Mazury przypominały im rodzinną Wileńszczyznę, gdzie też nie brakowało jezior i lasów. Szczególnie bliskim im miejscem były okolice jeziora Omulew w gminie Nidzica. Tutaj czuli się bezpiecznie, pozwalali sobie na kwaterowanie przez dłuższy czas. W puszczańskich wioskach mieszkało jeszcze niewielu polskich osadników, widać jednak choćby z zachowanych ubeckich dokumentów, że dla nich żołnierze mjr. „Łupaszki” byli „prawdziwym” Wojskiem Polskim, reprezentującym majestat II Rzeczypospolitej. Wśród nowych osadników na Mazurach nie brakowało byłych żołnierzy AK, którzy szukali na tzw. ziemiach odzyskanych azylu, próbowali uniknąć aresztowania...
Kiedyś zaprosił zagranicznych przyjaciół na kolację. Oczywiście gotować jej nie zamierzał, nazamawiał rozmaitych potraw i wyjechał na dwa dni do Londynu. Powrócił w dniu imprezy. Podano potrawy, m.in. barszcz, który wzbudził ogólny aplauz. Wówczas Konstanty Aleksander Jeleński stwierdził, że zupa smak zawdzięcza temu, iż gotował ją przez 48 godzin. Zapytany o to, jakim cudem, skoro był w Londynie, odparł, że… zostawił na ten czas garnek na bardzo małym ogniu. Historię z barszczem wspominał na łamach „Zeszytów Literackich” (1998, nr 61) Rafael Martinez w tekście zatytułowanym „Dni z Kotem” (tekst przetłumaczony przez Wojciecha Karpińskiego). Kot – tak bowiem zdrobniale mówiono o Konstantym – nie napisał żadnego opus magnum. Zostało po nim nieco...
Męki fizyczne i psychiczne, jakich Zofia Łuszczkiewicz doświadczyła przez wszystkie lata przebywania w ubeckich katowniach, odcisnęły na niej niezatarte piętno – na zawsze utraciła zdrowie. Jej ciało zżerała gruźlica kostno-stawowa i rak złośliwy szczęki, który rozwijał się w miejscu wybitych na przesłuchaniu zębów. Na wolności wyznała jednak: „Jestem poważnie chora. […] Bogu się jednak oddałam, tak jak czyniłam to zawsze podczas ośmiu lat więzienia, i jestem spokojna”. Jej ziemska wędrówka, znaczona czynieniem dobra i cierpieniem, zakończyła się 8 sierpnia 1957 roku, niedługo po opuszczeniu więziennych murów. W sierpniowy poranek 1948 roku rozświetlone słońcem ulice Wadowic przemierzała samotnie około pięćdziesięcioletnia kobieta w czerni, z ...
„Gdyby Helenka nie była arystokratką, to byłaby prawdziwą artystką” – mówiła jej nauczycielka muzyki, jeszcze przed I wojną światową. „Tańczyć, śpiewać, grać, malować, pisać wiersze, deklamować…” – to było zawołanie jej lat dziecięcych. Tymczasem życie miało dla Heleny z Broel-Platerów Mycielskiej inny scenariusz. Nigdy jednak jej kodeks zasad życiowych nie uległ zmianie. Jak stoi w herbie rodu Platerów: Melior mors macula – Śmierć lepsza od skazy. Pewnego razu, a było to w cieple majowe popołudnie, bawiliśmy się z Haneczką na ganku, obok liczni goście siedzieli w fotelach ogrodowych ustawionych na gazonie, a wszyscy spoglądali z zachwytem na wspaniałą perspektywę pięknie utrzymanego ogrodu i parku, na rząd palm i drzewek...
Piotr Lisiewicz
Mówiła prawie pół godziny. Nie powiedziała ani słowa na swoją obronę, nie zasłaniała się kalectwem… Przypomniała Niemcom Bismarcka, całą historię zaborów oraz Kulturkampfu. Na zakończenie swej mowy wypowiedziała następujące zdanie: „Dziś wy mnie sądzicie, ale was będzie sądził ktoś wyższy” – tak ostatnie słowo wygłoszone w Berlinie przez dziewczynę na wózku opisała jej koleżanka. Zaraz potem 22-letnia poetka Irena Bobowska, pseudonim „Wydra”, wraz z przyjaciółmi została skazana na karę śmierci za wydawanie w Poznaniu podziemnego pisma „Pobudka”. Wyrok wykonano. Niemiecki sąd wyrok uzasadnił następująco: „Z jakimż fanatyzmem właśnie ci sprzysiężeni prowadzą przeciwko nam swoją skrytą walkę dowodzi ostatnie słowo Bobowskiej, w którym między innymi powiedziała: »...

Pages