Kultura

Netflix wiosną przygotował dla swoich widzów m.in. trzy tytuły, pokazujące na różny sposób, jak koreańska młodzież zderza się z brutalnym kapitalizmem we wciąż jeszcze kastowym społeczeństwie. Każdy z filmów to jednak zupełnie inna opowieść.  Bardzo oczekiwany tytuł „Czas łowów” to pełna przemocy opowieść umiejscowiona w odległej przyszłości. „Zajęcia pozalekcyjne” to brutalny dramat, przebrany dla niepoznaki w szatki szkolnego serialu o nastolatkach. A najbardziej z nich wszystkich szalone i kolorowe „Itaewon Class” to bardzo klasyczna opowieść o rozłożonej na lata metodycznej zemście, podana jednak w krzykliwej, błyszczącej formie. Gdyby ktoś szukał innych wrażeń, mamy też polski kryminał i… niepolski serial oparty na prozie Jacka Dukaja. Ostatni skok Na „Czas łowów”...
Hasło: „film na VOD” nie zawsze oznacza film za darmo. Ale za to może oznaczać świetne kino w domu. Podpowiadamy, w których przypadkach. Oto subiektywny ranking najbardziej wartościowych i ciekawych filmów, które trafiły na platformy „wideo na życzenie”. 1. Mroczny „Lighthouse”  Obrzydliwe i zachwycające zarazem. Takie jest nominowane do Oscara w kategorii „Zdjęcia” dzieło Roberta Eggersa „Lighthouse”. Reżyser sam o swoim obrazie powiedział: „To film o tym, że nic dobrego nie wyjdzie z sytuacji, kiedy zamkniemy dwóch facetów w wielkim fallusie”, mając na myśli latarnię morską. Willem Dafoe i Robert Pattison wcielają się w dwóch strażników tego mrocznego budynku, którzy pogrążają się w samotności doprowadzającej ich na skraj chorób psychicznych. Dla każdego kinomana dzieło Eggersa...
Motyw losu V Symfonii Beethovena po raz kolejny puka do naszych drzwi, i to w czasie zupełnie niezwykłym. Mimo sprzyjających, pandemicznych okoliczności, tym razem nie wywołuje jednak grozy, choć – jak każde z nagrań ekscentrycznego dyrygenta Teodora Currentzisa i jego permskiej orkiestry – nikogo nie pozostawi też obojętnym. U części wzbudza zachwyt, u innych irytację – rzadko który z dyrygentów wywołuje aż tak silne, a zarazem skrajne emocje. Teodor Currentzis wychodzi przed orkiestrą w czarnym podkoszulku, obcisłych dżinsach i glanach. Trudno odmówić mu charyzmy, w trakcie utworów unosi się i tańczy, a orkiestra wychwytuje najdrobniejszy gest i spojrzenie. Jest geniuszem, a jednocześnie czarodziejem. Choć urodził się w Grecji, na ojczyznę wybrał Rosję. W Petersburgu ukończył...
„W lesie dziś nie zaśnie nikt” zapowiadane było jako pierwszy polski horror. Tymczasem choć dorobiliśmy się wcześniej kilku filmów aspirujących do tego gatunku, większość z nich nie była udana, a część odbiegała od tej konwencji. Ciekawe, że horror, który świetnie radzi sobie u nas jako gatunek literacki (Łukasz Orbitowski, Jakub Małecki), w polskim kinie wciąż nie może się przyjąć. I nawet nieszczęsny leśny slasher nie miał szansy zaistnieć na dużym ekranie. Klątwa najwyraźniej wciąż działa. Nim wrócimy do lasu, rozejrzyjmy się trochę po skromnej historii gatunku. W PRL horror miał rację bytu tylko jako wspomnienie z czasów, zanim materializm dialektyczny przegonił precz wszystkie duchy. Dlatego też wszystkie opowieści grozy umiejscowione musiały być w przeszłości. Oni przecierali...
Epidemie grypy trapią świat od lat, jednak można odnieść wrażenie, że najbardziej upodobały sobie Azję. Również teraz, gdy świat zmaga się z koronawirusem COVID-9, wszystko zaczęło się od Chin. Epidemie ptasiej i świńskiej grypy mocno dały się we znaki Koreańczykom, zwłaszcza w pierwszej dekadzie XXI wieku. Znalazło to odbicie w kinematografii. Co ciekawe, tak popularne dziś tamtejsze produkcje o zombie pełnymi garściami czerpią z ówczesnych, inspirowanych epidemiami grypy, filmów katastroficznych. Apogeum „grypowych” inspiracji koreańskich twórców przypada na lata 2012–2013, jednak pewien bardzo ważny dla tego nurtu obraz powstawać zaczął kilka lat wcześniej. Etiuda „Brave new world”, stanowiąca część tryptyku „Doomsday book”, początkowo nie miała szczęścia. Rozpoczęte w 2006 roku...

Pages