Fotoreportaż

Stefan Czerniecki
Nieprzyzwoicie tani kurczak w obskurnym barze. Opary dymu na opalonych twarzach mijanych przycupniętych na krawężniku Indianek. I ten późnowieczorny spacer pośród lokalnych mieszkańców. Tak je zapamiętam. Odpoczywa. Rozłożył się na plastikowym krzesełku na zapleczu jego baru. Ricardo dobrze wie, że tylko tutaj może mieć swój azyl. Poza pracującą z nim żoną do tego miejsca nikt nie ma wstępu. Nikt go nie zobaczy. Nikt nie będzie mu zawracał głowy. Przynajmniej teraz. Przez uchylone drzwiczki ewakuacyjne wpada nieco świeżego powietrza do zatęchniętego zaplecza knajpy. Można zapalić papierosa. Nawet jeśli któryś z klientów poczuje zapach tytoniu, najpewniej zrzuci to na ogólny zaduch panujący wewnątrz baru. Ricardo przymyka na chwilę zmęczone oczy. Byle tylko nikt go...
Stefan Czerniecki
Gdy piszę ten tekst, jej pogodne oczy patrzą na mnie z obrazka. Dostałem go od jej córki. Wręczając mi to zdjęcie, szepnęła tylko: „Teraz już wiem, że to nie był przypadek, że do nas przyjechałeś. Rozpowszechnisz historię objawień Naszej Pani z Betanii u siebie w kraju. Żeby w Polsce też wiedzieli, w jak cudowny sposób Matka Boża posłużyła się moją mamą. Jestem pewna, że sobie poradzisz”. Słowo się rzekło. Do dzieła zatem. Akurat tego María raczej się nie spodziewała. Wezwanie do szkoły z powodu córek? Przecież nigdy wcześniej nie mieli z nimi problemów. Podobnie z synem. Nigdy nikt się nie skarżył. Wręcz przeciwnie. Słyszeli pochwały. Dzieci przynosiły ze szkoły dobre oceny. Rodzice mogli być dumni. Dobrze zresztą wiedzieli, że mają w ...
Stefan Czerniecki
– Jakie to tam miasto, pytam? – śmieje się Stan. – Domki jak u nas w letniskowej miejscowości. Wszędzie daleko. A centrum z wieżowcami zajmuje ledwo kilkaset hektarów. Ósma rano. Jacek spokojnym krokiem wychodzi z mieszkania. Nie musi się spieszyć. Do pracy nie ma daleko. Ma być na dziewiątą. Wciąż jednak wstaje wcześniej z przyzwyczajenia. To efekt tych kilku miesięcy, gdy musiał do pracy dojeżdżać komunikacją miejską. Albo rowerem. Teraz, gdy wreszcie kupił samochód, w pracy jest znacznie szybciej. Dobrze, że zaparkował pod drzewem. Palące od rana słońce nie zdążyło jeszcze wyjść z cienia gałęzi. W aucie będzie przyjemniej. I co ważne, wygodnie. Jacek przekręca kluczyk. Silnik zapala od razu. „To rozumiem. Grzeczna furka…” –...
Stefan Czerniecki
Istotę fatimskiego orędzia można dziś streścić w dwóch słowach: pokuta i modlitwa. To pierwsze słowo przywoływany przez Łucję „Anioł z wzniesionym nad ziemią ognistym mieczem” wypowiadał podczas lipcowej wizji aż po trzykroć. Wygląda na to, że tylko w ten sposób możemy uratować siebie i ludzkość. Tutaj w Fatimie jakby o to łatwiej. Nic nie odciąga. Nic nie kusi. Jest czas. To była niedziela 13 maja 1917 r. A zatem równiusieńko 100 lat temu. Nasi bohaterowie – troje dzieci: Łucja, Hiacynta i Franciszek – bawili się w portugalskim Cova da Iria, skrawku ziemi należącym do rodziców Łucji. Ta niedziela była niezwykle słoneczna. O co zresztą nietrudno w Portugalii, gdzie statystycznie w ciągu roku tego typu dni mamy aż trzysta...
Stefan Czerniecki
Północna Norwegia. Archipelag odległej północy. Gdzie noc i dzień polarny tylko się wymieniają. Gdzie spełniają się marzenia. Gdzie odnajdywana jest wiara. – Pan tam nie jedzie! Nie ma sensu! – grzmiał. – Za późno. Bilety już kupione. Trasa wytyczona. Samochód na miejscu zarezerwowany i w połowie opłacony. Nie mogę się wycofać… – tłumaczyłem spokojnie. – Bo wie pan… – Głos w słuchawce jakby na chwilę się zawiesił. – Rozmawiałem przed chwilką z panią Elżbietą. To Polka mieszkająca w Narwik. To jest tuż obok Lofotów, tam gdzie pan tak się uparł lecieć. Mówi, że od kilku tygodni praktycznie nie wychodzi się z domu. Psa z budy by nawet nie wygoniła. Szarówa jest taka, że na kilka metrów ledwo co widać. Nie ma sensu… Żal pańskiej fatygi. Żal...

Pages