Przeprawa po dominikańsku

Ludzie zbiegali się z miasta i wiosek. Ci, którzy przybyli jako ostatni, dopytywali o szczegóły tych, którzy byli naocznymi świadkami niezwykłej przeprawy. Niektórzy przyklękali. Już wiedzieli, z kim mają do czynienia.

– To ponoć niezwykle waleczni i twardzi wojownicy. Nie będziemy mieli łatwo – nie musiał mówić już nic więcej. Jego niepewny, drżący, a wręcz momentami łamiący się głos dokładnie zdradzał jego obecny stan ducha. On po prostu nie chciał tam iść.
– Ja z kolei słyszałem o zabitych misjonarzach. Gdzie my się pchamy, Florian? Gdzie my się pchamy…
– Mówisz o Wojciechu z Pragi? – upewnił się.
– Nie tylko o nim. Przecież to samo spotkało...
[pozostało do przeczytania 95% tekstu]
Dostęp do artykułów: